Poważnie kimś

Sen o tym, że uciekasz przed kimś nieznajomym to dla ciebie sugestia, że powinieneś się teraz poważnie zastanowić nad swoim życiem. Jeśli śni ci się, że uciekasz i trafiasz właśnie w ślepy zaułek oznacza to, że aby osiągnąć swoje założone cele musisz zdecydowanie zmienić sposób swojego myślenia. poważnie myśleć o kimś - tłumaczenie na angielski oraz definicja. Co znaczy i jak powiedzieć 'poważnie myśleć o kimś' po angielsku? - be serious about somebody Popiszę z kimś na poważnie Zaloguj się, aby obserwowa ć ... Chętnie z kimś popiszę, nawiąże znajomość ... — Traktujesz mnie na poważnie czy jestem tylko kimś... 1,5 mln ocen 277 tys. ocen Widzisz, tu doskonale sprawdza się aplikacja. Świetnie Łeee, nie chcę. Początkowo czujesz ból. ... Synonimy słowa „poważanie” z podziałem na grupy znaczeniowe . Najistotniejsze grupy znaczeniowe: » poważanie - jako powszechny szacunek » poważanie - w odniesieniu do szanowania kogoś lub czegoś » poważanie - jako serdeczne stosunki » poważanie - jako doniosłość w oczach innych » poważanie - w odniesieniu do powszechnego uznania » poważanie - jako czucie przed kimś ... Spotykanie się z kimś z myślą o małżeństwie. ... Dlatego młodzi ludzie, którzy kierują się mądrością Bożą, poważnie traktują wskazówki rodziców. Biorą sobie do serca ich rady, ponieważ wiedzą, że są podyktowane miłością, nawet gdyby czasem wydawały się niewygodne. Takimi pytaniami o proste lecz poważne rzeczy, mogę się dowiedzieć czy da się z kimś poważnie rozmawiać. No jak np o plackach ziemniaczanych się nie da to co tu ... mówić o czymś ... Słowa i wyrażenia podobne do słowa poważnie. Lista słów i wyrażeń podobna do słowa poważnie: poważnieć, poważnienie. Słownik synonimów do słowa poważnie. W niniejszym słowniku wyrazów bliskoznacznych języka polskiego dla słowa poważnie znajdują się łącznie 264 synonimy.Synonimy te zostały podzielone na 29 różnych grup znaczeniowych. Jak przestać myśleć o kimś, kogo się kocha. Wyjaśnijmy sobie jedno: to, że ciągle o kimś myślisz i nie umiesz nad tym zapanować, oznacza, że ta osoba nie jest ci obojętna.Kiedy uwalniamy się emocjonalnie od kogoś, kto nas zostawił, odtrącił albo kogo darzyliśmy uczuciem bez wzajemności, natychmiast przestaje nas obchodzić, co z tą osobą się dzieje. myśleć o kimś poważnie ‘mieć wobec kogoś zamiary matrymonialne; planować z kimś wspólną przyszłość’; zwrot; Salową Mariolkę najdą wątpliwości, czy aby na pewno hrabia Henryk myśli o niej poważnie.

artykuł w Do Rzeczy n.t ,,Konfederacji'' i przemyślenia

2020.07.23 11:13 Omega_Den artykuł w Do Rzeczy n.t ,,Konfederacji'' i przemyślenia

W ostatnim numerze ,,Do Rzeczy'' wyszedł dość ciekawy artykuł nt. Konfederacji.
Ciekawy o tyle, że jak wiadomo ,,Do Rzeczy'' to periodyk mocno będący za PiS.
Autor zauważa na szczęście, ze jest w nim kilka frakcji. Używa jednak nieuczciwego domysłu, ze wszyscy mówimy, myślimy, wierzymy w to samo (jako wartości). Zarzuca tym samym, że partia reklamująca się jako ,,jedyna partia ideowo prawicowa'' nie poparła ,,prawicowej'' PiS. No jak tak można.
Hańba, po prostu hańba.
Autor nie zauważa, ze szanując swój własny elektorat Bosak ani jego sztab nic innego w tej sytuacji zrobić nie mógł.
Swoją drogą gdybym był kimś z zewnątrz. To bardzo mocno grałbym na te różnice wśród ugrupowań tworzących konfederację i jej elektorat.
Czyli rozgrywałbym nas gejami,aborcją i kościołem. Mimo mojego ogromnego serca dla konfederacji, to dostrzegam, ze sprawy światopoglądowe będą prędzej lub później (oby później) możliwą przyczyną pęknięć między nami. Poglądy środowisk narodowych na gospodarkę również bardzo mocno mogą rozgrzewać napiętą atmosferę wśród konfederacji. Tutaj opoki szukam u Braunowców, którzy jako jedyni łączą poglądy wolnorynkowe Korwino-Dziamboro-Mentzenowców z ideami narodowymi narodowców.
Ale tak poważnie, to trzeba na serio potężnej pracy organicznej wśród organizacji narodowych żeby im uprzytomnić ich błędy w poglądach ekonomicznych.
submitted by Omega_Den to konfa [link] [comments]


2018.10.26 18:11 SoluriX Wiadomości w pigułce 24-25.10

Wiadomości w pigułce 24-25.10
InfoPiguła

POLSKA

  1. Sejm zatwierdził: 12.11 - poniedziałek, dniem wolnym od pracy, by świętować w niedzielę 100-lecie Niepodległości. Zmiana nie podoba się przedsiębiorcom, mieli zbyt mało czasu by się przygotować. Szacują, że zmniejszy to PKB o 0,3 pkt. %
  2. Prezydent Duda atakowany niewygodnymi pytaniami na 19. Forum Polsko-Niemieckiego w Berlinie przez tamtejszych dziennikarzy m.in o naciski polit. na media oraz wybuczany za wypowiedź, że może przyczyny Brexitu leżą też po stronie UE, odgryza się stwierdzeniem, że media w Polsce są wolne, bo gdyby jakaś grupa kobiet została zgwałcona, na pewno by informowały. Strona niemiecka nie zastosowała się do umówionego planu - skupieniu się na historii 2 krajów w kontekście 100-lecia niepodległości, a nie polit. problemów
  3. Po wyroku Trybunału Sprawiedliwości UE wracają do orzekania w SN sędziowie, których reforma przeniosła w stan spoczynku. Pobrali wcześniej łącznie ok. 3,2 mln zł odpraw, ale je zatrzymają, bo mogą - Do Rzeczy
  4. Na przetargi dróg, które mają powstawać do 2025, czeka do rozdysponowania 48 mld zł. W budowie już jest 115 odcinków wart. 60 mld zł o długości 1500 km - PAP
  5. W Lipuszu na Pomorzu leśnicy i harcerze w środku lasu stworzą z sadzonych drzew wielkie 310 m godło Polski z okazji 100-lecia niepodległości - będzie widoczne z lotu ptaka. Orła utworzy 100 tys. sadzonek w miejscu zniszczeń, jakie zrobił huragan - Wyborcza
  6. W 211 polskich szkołach środowiska LGBT pod wodzą Kampanii Przeciw Homofobii organizują "tęczowy piątek", w ramach którego odbędą się pogadanki, zawisną plakaty i pojawią się materiały przybliżające homoseksualizm. To 3 edycja akcji, która spotyka się z dużym sprzeciwem rodziców i prawicy - TVP Info
  7. Klęska wyborcza Ruchu Autonomii Śląska. Nie zdobył on ani 1 głosu w regionie, w którym współrządził 2 kadencje z PO. To 1. raz od 4 kadencji, gdy RAŚ nie wszedł do Sejmiku - wPolityce
  8. Sąd w Radomiu ograniczył prawa rodzicielskie matce 2-l. Kacpra po tym gdy internet obiegło nagranie, na którym jej 18-l. konkubent dla żartu zamyka chłopca w pralce na oczach 2 kolegów, a chłopczyk panicznie płacze. Dziecko będzie pod nadzorem kuratora do pełnoletności. Mężczyznom grozi do 10 lat więzienia - WP
  9. Wiceprezydentem Warszawy zostanie Paweł Rabiej (PO), o którym świadek koronny grupy pruszkowskiej Jarosław Sokołowski ps. Masa twierdził, że był on chłopcem na posyłki jego i innych gangsterów - Super Express
  10. Warszawski sędzia Piotr Gąciarek raportuje irlandzkiemu Wysokiemu Sądowi, że niezależność sądów w PL jest poważnie zagrożona i kwestionuje wcześniejszą odpowiedź prezes swego sądu, jaką przesłała ona do Irlandii na zadane - w zw. z wydaniem Polsce przestępcy ściganego nakazem aresztowania - pytania o niezależność polskich sądów. Prezes Joanna Bitner dosłała z kolei komentarz, że opinia Gąciarka nie jest stanowiskiem sądu, a jego prywatną opinią. Gąciarek zapewnia Irlandczyków, że mimo zagrożeń sędziowie "starają się" orzekać bezstronnie, najlepiej jak potrafią, nie poddając się naciskom - Rmf24
  11. Sąd Okręgowy w Warszawie oddalił zażalenie związków zawodowych PLL LOT potwierdzając wcześniejsze uznanie strajku za nielegalny. Władze LOT-u oferują zwolnionym z pracy powrót, jeśli zrezygnują ze strajku. 1 z pilotów otrzymał z kolei żądanie zapłaty przewoźnikowi 600 tys. zł za lot do Toronto, który się nie odbył . Trwa 6. dzień strajku, odwołano 28 rejsów, co dotknęło ok. 1,5 tys. pasażerów i spowodowało kilka mln zł strat - PAP
  12. Na trasie Łódź-Wrocław w MOP Michałowice pod Wrocławiem Orlen uruchamia pierwszą stację Orlen Drive, gdzie kierowcy zapłacą za paliwo, czy jedzenie bez wysiadania z auta. Sloganem "inne stacje wysiadają" - Wirtualne Media
  13. Łódź na 2 miejscu rankingu brytyjskiego Lonely Planet pt. Best Value Destination 2019 z uwzględnieniem jakości do ceny. LP szczególnie rekomenduje zwiedzanie przemienionych na sklepy, czy muzea - dawnych fabryk - Łódzka Organizacja Turystyczna
  14. MON Rosji S. Szojgu grozi Polsce odwetem w zw. z planami rozmieszczenia stałych sił USA. Wg niego nie sprzyja to stabilności w regionie, dlatego Rosja musi być gotowa do neutralizowania możliwych zagrożeń - PAP
  15. Szef MSZ Litwy L. Linkeviczius zapowiada, że współpraca z Polską jest kluczowa dla bezpieczeństwa obu państw, dlatego jego kraj nie poprzez sankcji wobec Polski w ramach procedury z art. 7., a zamiast tego radzi KE nawiązanie z Polską dialogu - Forsal
  16. Dzięki interwencji MSZ, MRiRW oraz Głównego Inspektoratu Weterynarii, USA znoszą ograniczenia dla importu polskiej wieprzowiny. Wg polskiej strony był to efekt pomyłki zw. z określeniem miejsc, z których pochodziło eksportowane mięso - PAP
  17. GUS: w 2017 w szarej strefie pracowało co najmniej raz ok. 880 tys. os., czyli 5,4% pracujących. 61,3% tej grupy to mężczyźni - PAP
  18. Prokuratura Okręgowa w Lublinie postawiła zarzuty 104 os. za udział w zorg. grupie przestępczej, która wyłudziła >20 tys. "pustych" faktur VAT na blisko 0,5 mld zł. Dokumentowano rzekomą sprzedaż m.in. części samochodowych i paliwa, a ich odbiorcami było >1000 przedsiębiorców - Forsal
  19. CBŚP rozbiła gang przemycający z Holandii znaczne il. narkotyków. Zatrzymano 6 os., w tym kuriera przewożącego 10 l płynnej amfetaminy. Wg dowodów grupa wprowadziła do obrotu łącznie ok. 1t marihuany, 10 kg kokainy, 50 kg amfetaminy, czy 115 tys. tabletek ekstazy o łącznej wart. ok. 48,5 mln zł
  20. Dziś, 26.10 startuje nabór wniosków dla najemców gdyńskiego programu Mieszkanie plus. Wg BGK Nieruchomości na 172 mieszkania zgłosiło się 621 os.; za lokal o pow. 29 m2 czynsz wyniesie 654 zł, a z dojściem do własności - 838 zł - Forsal
  21. Pierwszy polski komercyjny satelita, Światowid, zostanie w kwietniu 2019 wyniesiony na orbitę, skąd będzie monitorował ruchy mas powietrza, poziom wód i zmiany pogody. Satelita jest w pełni polską myślą konstrukcyjną - WP
  22. Policjanci z Archiwum X po 29 latach od zbrodni zatrzymali 2 mężczyzn podejrzanych o uduszenie skakanką w lesie pod Białymstokiem 2 dzieci. Za rok zbrodnia by się przedawniła - Bia24
  23. KE podaje: w Polsce największy przyrost antyszczepionkowców w Europie w ost. 3 latach. W PL tylko 59% twierdzi, że szczepionki są zgodne z ich przekonaniami religijnymi. 82% Europejczyków uważa, że szczepionki są bezpieczne. W PL to 72% - Onet
  24. Rząd konstytucyjnie chce zmienić liczbę senatorów ze 100 do 102. 2 nowi byliby z Polonii, 1 z zachodniej, 2 ze wschodniej. Zmiana symboliczna z okazji 100-lecia Niepodległości - Wyborcza
  25. Żydowsko-amerykański portal bnews.online po raz 4. szkaluje Polskę artykułem z określeniem "polski obóz śmierci" ignorując wezwania Reduty Dobrego Imienia, która przygotowała wzór wezwania także dla internautów, by sami mogli domagać się zaprzestania stosowania kłamstw hist. i języka nienawiści wobec Polaków - wPolityce
  26. Lublin, ruszył specjalny oddział celno-pocztowy do sprawdzania przesyłek z Chin celem egzekwowania od internautów podatku VAT od zakupywanych towarów, które zwykle oznaczane są jako "prezent". Już 1/4 Polaków robi zakupy w zagranicznych serwisach - Money

ŚWIAT

  1. Izrael zorganizował w Brukseli konferencję, na której przedstawiono tekst rezolucji do sygnowania której chce on zmusić UE. A tam rozszerzone pojęcie antysemityzmu - o nawoływanie do bojkotu, nieinwestowania w Izraelu, czy sankcji na ten kraj. Izrael chce, by politycy i partie, które przekroczyłyby te "czerwone linie" - nie miały możliwości rządzenia w swoich krajach - Guardian
  2. PE zatwierdził (571 za, 53 przeciw, 34 wstrzym.) zakaz sprzedaży przedmiotów 1-razowego użytku z plastiku (sztućce, słomki, patyczki do uszu) w UE od 2021. Powód: stanowią 70% odpadów w morzu. Ograniczone też zostaną odpady po prod. tytoniowych (głównie filtry papierosowe): do 2025 zredukowane o 50%, a do 2030 r. o 80% - PAP
  3. Susan Wojcicki, CEO Youtube, w akcji #savetourinternet wzywa internautów do obrony wolności internetu przed ACTA2, które może "zakończyć epokę internetu, jaki znamy". Koncern proponuje, by wysyłać swoje stanowisko europarlamentarzystom i nagrywać filmy o artykule 13, by ostrzegać świat - Twitter
  4. W Norwegii zaczęły się największe od zimnej wojny manewry NATO Trident Juncture 2018: 50 tys. żołnierzy ze wszystkich 29 państw NATO, 10 tys. pojazdów, 250 samolotów i 65 okrętów - PAP
  5. Dziennikarze kilkunastu europejskich redakcji (m.in. T. Reuters, Die Zeit, Le Monde) wykryli aferę "cum-ex files" - wyłudzanie przez klientów sieci prawników i speców finansowej inżynierii miliardów € nienależnych podatkowych ulg. Wykorzystano w tym celu brót papierami wartościowymi; mogą być zamieszane również os. z Polski - RMF24 / Forsal
  6. Naukowcy zaprezentowali na zjeździe American Society of Human Genetics w San Diego 102 wyróżnione geny odpowiadające za rozwój autyzmu, z czego 37 genów jest nowym odkryciem - PAP
  7. Włoski premier G. Conte: nie ma sensu korekty odrzuconego przez KE budżetu na 2019. Jego zdaniem budżet odrzuca politykę oszczędności i promuje wzrost, jednak obiecuje, że rząd rozważy opinię KE i przystąpi do "szczerego dialogu" - Forsal
  8. Szef amerykańskiej dyplomacji M. Pompeo: USA zidentyfikowały podejrzanych o zabójstwo dziennikarza Dż. Chaszodżdżiego. To Saudyjczycy związani z wywiadem, dworem królewskim i tamtejszymi ministerstwami. 21 os. objęto restrykcjami wizowymi. Z kolei prez. Turcji Edrogan przemówił w parlamencie w Ankarze oskarżając saudyjskie władze o zaplanowany mord - PAP / AP
  9. Włochy: 24 os., z których większość to rosyjscy kibice CSKA Moskwa, zostało rannych w awarii ruchomych schodów na stacji metra w Rzymie. Wg świadków, kibice mieli wbiec w zbyt dużej ilości na schody, które runęły - PAP
  10. Mimo apelu Niemiec, wg fińskich władz nie ma wystarczająco ważnych powodów, by wstrzymać eksport broni do Arabii S. Podobnie uważa premier Hiszpanii P. Sanchez, który utrzymanie dostaw broni do Arabii motywuje "dobrem kraju" - Forsal / PAP
  11. Pragnę sprostować parę błędów z poprzedniej edycji, dzięki czujności czytelników, żaden bubel nie ujdzie płazem. Elektrownia atomowa w Uzbekistanie ma mieć 2,4 GW, a nie 24 MW. A szczątki Bandery leżą w Niemczech, a nie w Wlk. Brytanii. Za błędy - przepraszamy
  12. Austriaccy naukowcy pobrali próbki kału od 8 osób z różnych kontynentów. U wszystkich znaleziono drobinki plastiku wielkości 50-500 mikrometrów. Odkrycie zaskutkuje badaniami na dużo większą skalę, by wytypować przyczynę. Podejrzewa się żywienie i picie z plastikowych pojemników oraz spożywanie ryb i owoców morza - Deutsche Welle
  13. KE przeznaczy w 2019 r. 3 mld € na program Erasmus+ (300 mln € więcej niż w 2018). Cel: umożliwienie wszystkim młodym dostępu do kształcenia i znalezienia pracy na całym kontynencie oraz by znajomość 2 jęz. obcych stała się normą - Forsal
  14. USA wyślą na południową granicę z Meksykiem co najmniej 800 żołnierzy, aby uniemożliwić karawanie migrantów dostanie się na terytorium kraju - PAP
  15. Władze portu w Melilli rozpoczęły działania odwrotne do planów hiszpańskiego MSW - montowane są druty kolczaste na szczycie ogrodzeń granicznych. Powód: liczne próby wdzierania się nielegalnych migrantów na odpływające do Europy statki. Władze w Madrycie proponowały, by drut zdemontować i "postawić" do pilnowania portu 1000 funkcjonariuszy - PAP
  16. PE uhonorował przebywającego w rosyjskiej kolonii karnej ukraińskiego reżysera O. Sencowa nagrodą im. Sacharowa. Jednocześnie PE apeluje o jego natychmiastowe uwolnienie, uznając za wybitnego działacza walczącego o prawa człowieka - PAP
  17. Hiszpański rząd wycofuje z Katalonii 540 policjantów, których wysłano tam do pacyfikacji ew. separatyzmu - PAP
  18. Ekwadorski MSZ J. Valencia odmawia interwencji u brytyjskich władz w imieniu twórcy WikiLeaks J. Assange'a. Nie kryje on rozczarowania postawą Assange'a, który ukrywając się przed brytyjską policją w ambasadzie Ekwadoru w Londynie, złożył przeciw rządowi w Quito pozew domagając się lepszego dostępu do środków łączności. Sprzeciwił się również nowym zasadom - że płaci za leczenie, czy sprząta po swoim kocie - Forsal
  19. B. chorwacki premier I. Sanader skazany na 2,5 roku więzienia za przyjęcie w latach 90-tych 0,5 mln € prowizji od austriackiego banku Hypo Group Alpe Adria od kredytu udzielonego kierowanemu przez niego MSZ na zakup budynków pod ambasady. Nie trafi on jednak za kraty, gdyż zaliczono mu pobyt w więzieniu za inne wyroki na poczet kary; musi jedynie zwrócić środki - TVP Info
  20. Dzieci karmione piersią co najmniej 6 m-cy są mniej narażone na występowanie w jelitachantybiotykoopornych bakterii - wynika z analiz naukowców Uniwersytetu Helsińskiego. Mleko matki służy namnażaniu "dobrych" bakterii jelitowych, które dominują nad patogennymi. Wg naukowców, to ważne które bakterie jako pierwsze zasiedlą jelita noworodka, te będą dominować - PAP
  21. Francja szykuje się do sprowadzenia ok 150 dzieci francuskich dżihadystów pojmanych przez Kurdów na terenie Syrii - jeżeli zgodzą się ich matki. Władzom chodzi o dobro tych dzieci. Kurdowie więżą 900 zagranicznych bojowników ISIS - PAP
  22. W Nitrze (Słowacja) otwarto fabrykę Jaguar Land Rover, w której rocznie powstawać ma 150 tys. pojazdów. Do końca roku zatrudnienie znajdzie tam 2800 os., a koszt obiektu wyniósł 1,4 mld € - Forsal
  23. W USA padła najwyższa wygrana w historii gier losowych; mieszkaniec z Karoliny Płd. prawidłowo wytypował 6 numerów w loterii Mega Millions wygrywając 1,6 mld $. Koszt kuponu - 2$ - RMF FM
  24. Archeolodzy odkryli najstarszy wrak statku w historii ludzkości, w dodatku w stanie b. dobrym - na dnie M. Czarnego u wybrzeży Bułgarii, 2000 m pod wodą. 23-metrowy statek handlowy należał prawdopodobnie do starożytnych Greków. Został przebadany pod wodą, gdzie pozostanie, bo próba wydobycia by go zniszczyła - WP / The Guardian
  25. PE przyjął rezolucję namawiającą do picia kranówki, a nie wody kupnej, bo ta jest zdrowsza niż w plastikowych butlach, co ma poprawić stan środowiska i dać Europejczykom 0,6 mld euro oszczędności rocznie. PE chce, by w miastach powstawało więcej fontann wody pitnej, a w restauracjach oferowano darmową kranówkę - TVN24bis
  26. Naukowcy Australijskiego Uniwersytety Narodowego Hrvoje Tkalćic i Than-Son Pham opracowali metodę wykrywania fal poprzecznych w wew. jądrze Ziemi - fale, mogące się rozchodzić tylko w ciałach stałych. Udowodniło to, że jądro Ziemi jest ciałem stałym - Tylkonauka.pl
  27. Południowokoreański polityk przedstawił analizę chińskich dokumentów celnych dot. luksusowych dóbr, jakie importuje Kim Dzong Un. W zeszłym roku o wart. 640 mln $, a od 2012 r. to 4 mld $. Najwięcej luksusowe auta - 1,4 mld $. 165 mln $ na alkohol, 147 mln na sprzęt optyczny, 52.5 mln $ na kosmetyki i perfumy, 49 mln $ zegarki i inne. To 18% całego importu Korei z Chin. Kwota ta wystarczyłaby pokryć 2x niedobór ryżu w Korei Płn - O2 / Chosun Ilbo

POZYTYWNE INFO

Sejm uchwalił (358 za, 52 przeciw, 14 wstrzym.) obniżkę podatku 9% CIT dla małych firm, których przychody nie przekroczą 1,2 mln € rocznie. Wg szac. obejmie ona ok. 440 tys. podatników. Nowela umożliwia również zaliczanie do kosztów fikcyjnych odsetek od pozostawionego w spółkach kapitału - Forsal
Drago&Sou

Jeżeli doceniasz tego typu zebrane informacje i chcesz aby one się dalej ukazywały, prosimy o upvote.
Któryś punkt jest nieprawidłowy? Zawiera fakenews? A może chcesz o nim z kimś porozmawiać? Napisz w komentarzu. Jak zawsze, zachęcamy do dyskusji.
submitted by SoluriX to InfoPigula [link] [comments]


2018.10.22 15:05 SoluriX Wiadomości w pigułce 19-21.10

Wiadomości w pigułce 19-21.10

https://i.redd.it/ntcpqcy9jqt11.png

POLSKA

🎯 1. Wstępne wyniki (exit polls) wyborów samorządowych: PiS zwycięża w 9 województwach, PO w 7. Wyniki: 1. PiS 32.3%, 2. KO 24.7%, 3. PSL 16.6%, 4. Bezpartyjni 6.3%, 5. Kukiz 6.3%, 6. SLD 5.7%, 7. Wolność 1,5%, 8. Razem 1.4%, 9. Ruch Narodowy 1.2%, 10. Zieloni 1%. Frekwencja 51.3%. PO zwycięża w dużych miastach. Rafał Trzaskowski w I turze bierze Warszawę z 54%, Jaki 31%. W Łodzi H. Zdanowska (PO) z 70% deklasuje. W I turach PO zwycięża w: Białystok (Truskolaski), Lublin (Żuk), Poznań (Jaśkowiak). 2 tura będzie w Krakowie (Majchrowski vs Wassermann), Gdańsku (Adamowicz vs Płażyński), waży się Wrocław. Kandydat PiS i SLD wygrywa w Katowicach (Marcin Krupa)
🎯 2. Trybunał Sprawiedliwości UE poparł wniosek KE o zastosowanie środka tymczasowego i zawieszenie stosowania ustawy o SN (chodzi m.in. o przywrócenie do pracy sędziów, którzy ukończyli 65 lat i przeszli w stan spoczynku). Polska strona zapowiada ustosunkowanie się do tej decyzji po przeanalizowaniu zawiadomienia - TVP Info
🎯 3. Polska złożyła w USA zamówienie 1 dywizjonu artylerii rakietowej dalekiego zasięgu HIMARS w ramach programu Homar. Składać się on będzie z 18 wyrzutni na podwoziach kołowych i towarzyszących pojazdów. Szacunkowy zasięg broni = do 300 km. Trwają negocjacje ceny - PAP
🎯 4. Warszawa, muzułmański imigrant Afraz kierujący w Uberze napastował seksualnie pasażerkę, ta nagłośniła sprawę w mediach społ. Zboczeniec Afraz zjechał z trasy, przesiadł się do tyłu, zablokował drzwi i dobierał się do Polki. Wrócił za kierownicę, gdy ta stanowczo zagroziła policją, całą drogę proponował stosunek i wiele razy zatrzymywał auto, lub wjeżdżał w boczne uliczki. Sprawa trafiła na policję - Facebook
🎯 5. Ambasador USA G. Mosbacher wyraziła zdeterminowanie, by "załatwić" Polsce ruch bezwizowy do USA, czego wg niej "nie da się usprawiedliwić", że tak nie jest do dzisiaj. Twierdzi też, że Polsce uda się załatwić wiele z tego, na czym jej zależy militarnie, bo siła Polski leży w interesie USA - Forsal
🎯 6. USA czasowo wstrzymuje import polskiej wieprzowiny w obawie przed ASF. Amerykanie mają zastrzeżenia do 2 firm: Sokołów i Morliny. USA to 1 z naszych głównych odbiorców tego typu mięsa; w 2017 kupili ok. 60 tys. t wieprzowiny wart. 176,8 mln € - PAP
🎯 7. Wg raportu ONZ Polska krajem nr 3. na świecie pod względem największych nasadzeń drzew do powierzchni (1. Czechy, 2. Szwecja) i 8 państwem generalnie co do ilości posadzonych drzew (1. Chiny, 2. USA, 3. Rosja, z Europy tylko Szwecja z msc 5. przed Polską) - World Economic Forum
🎯 8. Podróżnik i pisarz Wojciech Cejrowski rozpoczyna akcję "PiSlamizacja Polski" - zachęca do przesyłania z całej Polski zdjęć ukazujących jak licznie imigranci z krajów arabskich zalewają Polskę za rządów PiS, który posługuje się retoryką o imigracji by straszyć nią przed wybieraniem opozycji. Wg WC to akcja monitorowania rosnącego zagrożenia dla życia Polaków, bo w mediach trwa cisza - Twitter
🎯 9. Związek zawodowy Castoramy wszczął w prokuraturze spór zbiorowy z pracodawcą. Domaga się m.in. 900 zł podwyżki dla każdego pracownika (z 2400 do 3500 brutto), wyższych stawek w niedziele i 10% większego zatrudnienia - Bankier
🎯 10. Kolejne taśmy z Sowy ukazują w złym świetle wicepremier w rządzie PO-PSL E. Bieńkowską i Min. Zdrowia B. Arłukowicza. Na nagraniach mówi ona, że kontrole NIK (dot. funduszy na sprzęt medyczny) "robiliśmy" by wykazały, że jest dobrze, a "wiadomo, że to nie jest prawda" - podsumowała. Arłukowicz: "jest źle i to na poważnie. Setki milionów zł". Z kolei marszałek woj. Zach-pom. O. Geblewicz i sekretarz stanu w Min. Gospodarki T. Tomczykiewicz zastanawiali się "dla kogo, my k…a, jesteśmy partią", bo "nasz elektorat najbardziej ch…o potraktowaliśmy". Doszli do wniosku, że dla interesu ogółu "to jest interesu ciemnych mas finansowych" - TVP Info
🎯 11. Badania spirometryczne Rybniczan w ramach akcji "Dzień dla zdrowych płuc" zszokowały lekarzy. Blisko połowa przypadkowo przebadanych w rynku z zaburzeniami układu oddechowego. Odpowiadać ma za to zatrute powietrze. Np. Elektrownia Rybnik jest 1 z 20 największych trucicieli powietrza w Europie, a sam Rybnik 5 najbrd zatrutym miastem Europy. Lekarze: - nie ma już czasu. Potrzeba szybkich działań samorządowo i krajowo - Rybnik.com.pl
🎯 12. Oko.press wyśledziła iż proboszcz parafii w Orzechowie Roman Kramek (Warmia), gdzie m.in. prowadzi rekolekcje i zajmuje się ministrantami, zgwałcił w 2002 w USA 17-l. ofiarę gwałtu, która szukała duchowej pomocy. Wg jego zeznań w USA, była to terapia mająca dziewczynie pomóc zapomnieć poprzedni gwałt. Po takiej "pomocy" dziewczyna samookaleczała się i trafiła do psychiatryka, a gwałciciel na Warmię. Biskupi wiedzieli, ale wbrew prawu nie zgłosili do Watykanu. Po medialnym szumie kuria zawiesza właśnie w obowiązkach księdza i skierowała sprawę do Watykanu - PAP / Oko press
🎯 13. 80% ankietowanych przez Millward Brown Polaków opowiada się za tym, by Kościół ponosił finansową odpowiedzialność za przestępstwa księży (np. pedofilię). 13% przeciw - TVN24
🎯 14. Decyzją NFZ ważność Europejskiej Karty Ubezp. Zdrowotnego (EKUZ) będzie wydłużona z 12 do 18 mies., a w przypadku niepełnoletnich do 5 lat. Karta wydawana jest bezpłatnie i potwierdza prawo ubezpieczonych do korzystania m.in. z opieki zdrowotnej w krajach UE i EFTA na takich samych zasadach jak mieszkańcy tych krajów - Forsal
🎯 15. MON potwierdził śmierć polskiego attache obrony z Ambasady RP w Teheranie. Dyplomata został potrącony przez samochód na pasach i zmarł w szpitalu. Trwa wyjaśnianie sprawy - PAP
🎯 16. GUS: od stycznia do końca sierpnia br. liczba turystów w PL, którzy skorzystali z noclegów wzrosła o >6% z 21,8 mln do 23,1 mln os. Z obiektów powyżej 10 miejsc noclegowych skorzystało 18,3 mln turystów krajowych i 4,8 mln zagranicznych (w ub. roku 17,2 mln i 4,6 mln) - Forsal
🎯 17. Premier Morawiecki zdecydował wesprzeć Polski Związek Piłki Siatkowej 15 mln zł, z czego część ma trafić na premie dla zawodników i sztabu, którzy zdobyli MŚ - TVP Sport
🎯 18. Łódzkie, 2 kobiety zginęły wskutek uderzenia w ich samochód przez ukraiński autokar jadący z nadmierną prędkością. Uderzenie wepchnęło auto pod nadjeżdżającą ciężarówkę. Kierowca fałszował też czas pracy 2 kartami do tachografu - 40ton.net
🎯 19. 11 listopada rozpocznie się symbolicznie odbudowa Pałacu Saskiego w W-wie, wysadzonego w powietrze przez Niemców w '44. A w praktyce - info od Kancelarii Prezydenta - przedstawiona zostanie droga do realizacji zadania, dokumentacja i plany mają być skompletowane. Ma to być dopełnienie odbudowy Stolicy po II w.ś. - WP
🎯 20. GIOŚ we współpracy z brytyjskim odpowiednikiem odesłał już do Wlk. Brytanii 1400 ton nielegalnych odpadów, jakie miały trafić do PL - Money
🎯 21. Kraków, w dniu przemarszu 10 tys. dzieci przez miasto z okazji 100-lecia niepodległości, dopuszczalne normy smogu były przekroczone o 350%. Zaleca się wtedy, by dzieci pozostawały w domach, a na zachodzie zamyka się szkoły - Radio Zet
🎯 22. Wrocław, w Synagodze pod Białym Bocianem za 4 mln zł odtwarzana jest mykwa - rytualna łaźnia do obmywania się Żydów z tzw. nieczystości rytualnych - wodą z natury, w tym przypadku deszczówką. Żeby oczyścić się przed Bogiem, trzeba zanurzyć się po czubek głowy. Ale mykwa ta będzie tylko dla kobiet, mężczyznom zaleca się skorzystanie z Odry, lub miejskiej fosy - Gazeta Wrocławska
🎯 23. Tylko rok więzienia w zawieszeniu, rok zakazu zawodu i 17.500 zł grzywny dla wrocławskiej adwokatki i wykładowczyni prawa Anny D. próbującej skorumpować pracownicę prokuratury do przekazywania info nt. aferzysty Romualda Ś. (oszustwa na 80 mln zł), którego broniła. Decyzja Sądu Rejonowego w Lesznie. Prokuratura: wyrok rażąco niski, będzie apelacja. Obrona Anny D.: - to był tylko taki żart - TVP Info

ŚWIAT

➡ 1. W Londynie odbył się wielki marsz przeciwników Brexitu - domagali się ponownego referendum. Wg organizatorów wzięło w nim udział 700 tys. os. Rząd pozostaje nieugięty: zorganizowanie 2. referendum byłoby podkopaniem zaufania do brytyjskiej demokracji - PAP
➡ 2. Arabia S. po 2 tyg. zaprzeczeń przyznała, że w jej konsulacie w Stambule zginął dziennikarz Dż. Chaszodżdżi. Wg władz arabskich miał się on wdać w kłótnię i bójkę z 18 osobami, które aresztowano. Jednocześnie 1 z agentów podejrzewanych o udział w mordzie zginął w wypadku samochodowym. Strona turecka mówi o "uciszeniu go przez Arabię". Trump: wersja saudyjska wiarygodna, choć sprawa nie do końca wyjaśniona, "mamy kilka pytań do księcia ibn Salmana", a sankcje są możliwe, ale nie wojskowe, bo arabskie zakupy dają setki tys. msc pracy w USA. Dodaje, że USA potrzebują Arabii do przeciwwagi dla Iranu - Niezależna
➡ 3. Wlk. Brytania: 16 azjatyckich muzułmanów tworzących pedofilski gang z Huddersfield skazanych na kary od 5 lat do dożywocia. W latach 2004-2011 mieli narkotyzować, więzić i gwałcić wyłącznie białe dziewczynki w wieku od 11 do 17 lat. Lider gangu A. S. Dhaliwal usłyszał 54 zarzuty (22 dot. gwałtu) i otrzymał dożywocie - PAP
➡ 4. W zw. ze zmianą strategii budżetowej włoskiego rządu i wyższym niż planowano deficytem budżetowym na 2019 (2,4% PKB), agencja Moody's obniża rating Włoch z Baa2 do Baa3. Wg niej, nawet mimo optymistycznych prognoz rządu, dług publ. tego kraju pozostanie na poziomie ok. 130% PKB - PAP
➡ 5. Indie: >50 os. zginęło, a >200 zostało rannych podczas festiwalu palenia kukły demona Rawany z okazji święta Dasara. Tłum zagłuszony przez fajerwerki został rozjechany przez nadjeżdżający z dużą prędkością pociąg - PAP
➡ 6. Trump grozi Meksykowi zamknięciem granicy i wysłaniem na nią wojska, jeśli ten nie zatrzyma kilkutysięcznego pochodu migrantów z Hondurasu, który Trump nazywa atakiem. Prezydent Wenezueli N. Maduro zaapelował do Trumpa o otwarcie granicy i przyjęcie migrantów- PAP
➡ 7. Chiny planują wprowadzić od 2020 na orbitę sztuczny księżyc, świecący 8x mocniej niż on odbitym światłem słonecznym, o promieniu 10-80 km celem oświetlania miast zamiast ulicznych latarni, co miałoby być dużą oszczędnością (w samym tylko Chengdu 170 mln $ rocznie). Jeśli satelita zda egzamin w 2022 trzy kolejne - Rmf 24
➡ 8. Zniesienie 175 regulacji dla biznesu przez administrację Trumpa przyniosło dotąd 23 mld $ oszczędności, a znoszenie kolejnych ma przynieść dodatkowe 18 mld $ - Money
➡ 9. Mołdawia chce zablokować powrót Wlk. Brytanii do Światowej Organizacji Handlu, a dołączenie jej do grona państw blokujących daje im taką prawną możliwość. Uniemożliwiłoby to Wlk. Brytanii po brexicie zawieranie umów z rozwiniętymi gospodarkami świata szacowanych na 1,7 biliona $. Powód: Corina Cojocaru, mołdawskiej doradczyni ekonom. przy WTO i jej zespołowi bez wyjaśnień nie udzielono wizy, gdy ci chcieli omówić interesy mołdawsko-brytyjskie po Brexicie - Bloomberg
➡ 10. Węgry podwajają (do 40 mln zł) wsparcie finansowe dla Węgrów żyjących na ukraińskim Zakarpaciu. Portal Kresy zauważa, że to więcej niż Polska przeznacza na swoje mniejszości na Ukrainie, Białorusi i Litwie razem wziętych
➡ 11. Wlk. Brytania, więzienie opuścił najbardziej radykalny imam, "siewca nienawiści" Anjem Choudary. Pozostanie pod ścisłą kontrolą służb - zamieszka w specjalnym hostelu, bez dostępu do internetu, możliwości spotkania z przypadkowymi osobami, z zakazem nauczania i odwiedzania wybranych meczetów. Jego środki finansowe pozostaną zamrożone. Koszt nadzoru - 2 mln funtów / rok. Naukami Choudarego kierowali się liczni terroryści, wspierał on ISIS i popierał zamachy. Jest na globalnej liście terrorystów ONZ - PAP
➡ 12. Ukraina, w zw. z epidemią Odry i nieszczepieniem się duże części społ. Min. Zdrowia przesłało do władz centralnych zarządzenie, że nieszczepione dzieci odtąd nie mogą uczęszczać do szkół i przedszkoli. Od pocz. Roku 32 tys. chorych, a 14 os. zmarło - Rmf24
➡ 13. Hiszpanii przybyło 100 tys. uprawnionych do głosowania - nadano prawo wyborcze niepełnosprawnym umysłowo, pacjenctom psychiatryków i niepoczytalnym. Dotąd w UE 8 takich państw, w tym Polska - PAP
➡ 14. Finlandia, obrana rządowa strategia zakłada zakaz spalania węgla kamiennego od 2029. Finlandia przez 27 lat ograniczyła il. emisji gazów cieplarnianych o 1/5 - PAP
➡ 15. Rekordowa przestępczość w Londynie. W ciągu roku 15 tys. ciężkich przestępstw przy użyciu noża - jak mordy (91), gwałty (170), rabunki użycia noża. 40 ofiar dziennie. To wzrost o 15% rdr
➡ 16. Hiszpania, socjalistyczny rząd planuje zdemontować drut kolczasty na granicy jej enklawy w Afryce, ponieważ rani on migrantów szturmujących płot. W to miejsce mają być zamontowane czujniki rejestrujące ruch - The Times
➡ 17. Szwecja, Amerykanin ze szwedzkimi korzeniami musi opuścić kraj, gdyż 9 lat po stworzeniu rentownego browaru urząd imigracyjny zbadał, że wypłacał on sam sobie zbyt niską pensję minimalną - The Local
➡ 18. Kalifornijscy naukowcy ze Scripps Research Institute opracowali enzym, który ma niwelować uzależnienie od nikotyny. Na razie testy na gryzoniach udowadniają skuteczność - Dziennik Naukowy
➡ 19. Muzułmańska Algieria zakazała kobietom w miejscu pracy burek zakrywających całą twarz celem identyfikacji - Reuters
➡ 20. W celu zapobieżenia rozprzestrzeniania się ASF Chińczycy wybili dotąd prewencyjnie >200 tys. szt. trzody chlewnej. W ciągu 2 mies. wykryto 41 ognisk choroby w 27 miastach - PAP
➡ 21. W zaledwie 1 dzień od legalizacji marihuany w Kanadzie wyprzedane zostały wszystkie zapasy w sklepach i aptekach - Rzeczpospolita
➡ 22. Klęska demograficzna Bułgarii. W ost. latach ludność zmniejszyła się z z 9 do 7 mln, a do 2030 wyniesie 5,5 mln. Zniknie 900 miejscowości, a 60% kraju stanie się ludzką pustynią. Obecnie już blisko 2x mniej ludzi wchodzi co roku na rynek pracy, niż przechodzi na emeryturę. Jedynie wśród cyganów wyż. Szacuje się ich liczbę na 750 tys i stale rośnie. Bułgaria ma najniższe płace i największy niż demograficzny - TVN24
➡ 23. Turcja, Sugoren. Nowy imam miejscowego meczetu Iso Kaya odkrył, że świątynia jest wybudowana nie w tym kierunku co trzeba, przez co wierni od 37 lat modlili się w złą stronę, a nie do Mekki, jak nakazuje islam. Odtąd strzałki na dywanie wskazują właściwy kierunek do czasu przebudowy - O2
➡ 24. Dziennikarskie śledztwo "The Guardian" - Arabia S. płaci miliony funtów największym firmom PR-owym w kraju oraz fundacji powiązanej z b. premierem T. Blairem za kreowanie pozytywnego wizerunku w tym kraju
➡ 25. Amerykańscy naukowcy opracowali pewny i szybki (o kilka tyg. szybszy niż dotąd) test na boreliozę, jednak nie wiadomo kiedy wejdzie on do powszechnego użycia - Rzeczpospolita

POLSKA W ŚWIECIE

  1. Sąd apelacyjny w Bolonii utrzymał wyrok 16 lat więzienia dla Kongijczyka Guerlina Butungu, lidera grupy, która bestialsko zgwałciła Polkę w Rimini na oczach jej męża. Obrona bandyty była niespójna. Raz, że został wrobiony przez kolegów, dwa, że spał na plaży pijany, trzy, że to wina jego traumatycznego dzieciństwa - PAP
    1. Polscy importerzy używanych aut stracą niemieckie źródło z silnikami diesla o normach emisji spalin EURO1 do EURO4, czyli do rocznika 2008. Powód: w Niemczech rusza związany z Volkswagenem program atrakcyjnych dopłat za złomowanie takich aut. Właściciel złomując je otrzyma wartość rynkową plus 5-8 tys. zniżki na nowy model VW. Sprzedawanie zagranicę przestanie się opłacać - Interia
    2. Niemiecki dziennik "Augsburger Allgemeine" pisze w artykule na swojej www o polskich obozach zagłady do których w '42 trafić miało 56 lokalnych Żydów. Polska ambasada zapowiada interwencję - Polskie Radio 24
    3. Niemcy, Bielefeld, 21-l. Polka Karolina Smaga udaremniła gwałt na Niemce, jaki próbował dokonać w krzakach 25-l. "uchodźca" z Maroko. Gdy wystraszyła sprawce ruszyła za nim w pogoń i wdała się w walkę, gdzie została ugodzona nożem w rękę. Sprawcy udało się uciec, ale po chwili go ujęto - Neue Westfalische
    4. Szwecja, Mateusz Jeziorski kierowca TIR-a udaremnił próbę porwania go przez arabskiego migranta w Malmoe, podczas rozładunku. Zauważywszy jak jego TIR próbuje odjechać, dobiegł, wyciągnął migranta i po szamotaninie zatrzymał do przyjazdu policji. TIR miał posłużyć do ataku terroryst. - Życie Kalisza

POZYTYWNE INFO

Min. Cyfryzacji i Min. Infrastruktury przygotowały pakiet deregulacji dla kierowców na 2019: - koniec z nalepką kontrolną - nie trzeba mieć prawa jazdy przy sobie - koniec z wydawaniem miękkich dowodów - brak konieczności zmiany tablic przy zakupie aut - opcja rejestracji pojazdu przez internet - koniec z kartą pojazdu - Rzeczpospolita

Jeżeli doceniasz tego typu zebrane informacje i chcesz aby one się dalej ukazywały, prosimy o upvote.
Któryś punkt jest nieprawidłowy? Zawiera fakenews? A może chcesz o nim z kimś porozmawiać? Napisz w komentarzu. Jak zawsze, zachęcamy do dyskusji.
submitted by SoluriX to Polska [link] [comments]


2017.12.05 19:39 ben13022 Niewidzialna ręka, czyli o potrzebie redaktora w wydawnictwach literackich.

Max Perkins, który odkrył m.in. Hemingwaya i Scotta Fitzgeralda, twierdził, że redaktor powinien być anonimowy. Sam jednak był postacią na tyle barwną, że stał się bohaterem powieści „Geniusz” Andrew Scotta Berga (w Polsce ukazała się tej wiosny w przekładzie Jakuba Jedlińskiego). Na podstawie powieści w zeszłym roku powstał słynny film Michaela Grandage’a, w którym w jego postać wcielił się Colin Firth, a Jude Law zagrał pisarza Thomasa Wolfe’a.
Perkins był dla Wolfe’a kimś więcej niż redaktor – uwierzył w niego, wspierał, a nawet zastępował ojca. Aż do czasu, kiedy pisarz go zdradził jak niewierny kochanek, bo wydawało mu się (niesłusznie), że da sobie radę bez niego. Inne związki Perkinsa z pisarzami też bywały bliskie – Scott Fitzgerald miał nieustające blokady twórcze i nie mógł skończyć kolejnych książek. Prosił więc ciągle Perkinsa o nowe zaliczki akonto przyszłych sukcesów wydawniczych, które nigdy nie następowały. Pisarz przez całe życie nie mógł wydobyć się ze spirali długów. Perkins służył też jako rozjemca i pośrednik w burzliwych relacjach Hemingwaya z Fitzgeraldem. Bywał psychoterapeutą i doradcą życiowym, a przede wszystkim uważnym czytelnikiem. Nie był wcale językowym purystą, przeciwnie, sam popełniał błędy ortograficzne i nie miał nawet umiejętności szybkiego czytania. Potrafił za to wyszukiwać talenty, uwierzyć w takich pisarzy, którzy rewolucjonizowali literaturę – i Hemingway, i Scott Fitzgerald wywoływali zgorszenie swoim sposobem pisania.
Perkins cały czas podkreślał też służebną rolę redaktora, mówiąc, że „książka należy do autora”. Jednak ówczesna krytyka zarzucała Wolfe’owi, że jego talent to tak naprawdę efekt taśmy montażowej redaktora. – Redaktor nie może stworzyć książki – mówi Dariusz Sośnicki, redaktor naczelny Ossolineum, który długo pracował w Wydawnictwie W.A.B. – Jeśli to robi, przestaje być redaktorem. Czasem wydawcy bardzo zależy na publikacji jakiegoś tytułu z powodów, nazwijmy to tak, pozaliterackich. Wówczas prosi redaktora, by ten przestał być sobą i stał się ghost writerem. Jeśli redaktor wierzy w literaturę, nie powinien się zgadzać.
Redaktor nie może całkiem stworzyć autora, ale i dziś często widać, kiedy redaktor znika – wtedy, gdy ceniony, nagradzany autor nagle, na przykład po zmianie wydawnictwa, obniża loty. W powieści „Geniusz” o redaktorze paradoksalnie zabrakło dobrej redakcji, skoro czytamy, że fryzura „nadała jej nowego wyglądu”. Brak redaktora z nożyczkami poznać można często po mankamentach kompozycji i nadmiernej długości niektórych książek. Redakcja często ogranicza się do poprawienia przecinków. I sami autorzy bywają tą biernością zaniepokojeni.
„Wiem, co znaczy zła redakcja, bo pracowałem kiedyś z panią, która, na przykład, skreślała słowo »postaw« (materiału) i pisała »postawa«, ale wiem również, co znaczy redakcja znakomita – pisał Jacek Dehnel w felietonie w POLITYCE. – Kiedyś w rozmowie z tłumaczami o świetnych redaktorach rzuciłem: »Szkoda, że nie ma za redakcję nagrody literackiej...«, na co jedna z tłumaczek od razu powiedziała: »E, i tak parę lat z rzędu tę nagrodę musiałaby dostać Marianna Sokołowska«. Kiedy pierwszy raz dostałem książkę zredagowaną jej ołówkiem, chciałem ze wstydu zapaść się pod ziemię, a pani Marianna powiedziała mi tylko, oddając kompletnie pokreślone strony: »Ależ to bardzo czysty maszynopis! Pan nawet nie wie, co ludzie przynoszą do wydawnictwa. Ja to nazywam książkami w reklamówce: jest materiał, a dopiero redaktor z materiału robi książkę«”. Marianna Sokołowska przez lata pracowała w PIW, była redaktorką m.in. Mirona Białoszewskiego i Marka Nowakowskiego. Pracowała też z Michałem Witkowskim i wieloma współczesnymi pisarzami, również debiutantami, bo ważne jest dla niej przyglądanie się nowej literaturze. Podobnie jak Perkins podkreśla, że najważniejsze w tej pracy jest podążanie za autorem: – Są tacy redaktorzy, którzy poprawiają dla samego poprawiania, bo uważają, że wiedzą lepiej. Tymczasem trzeba być adwokatem autora, zrozumieć najpierw, dlaczego książka została napisana w taki sposób. Jeśli autor nie jest zadowolony – trzeba się wycofać, autor wie lepiej!
Zła redakcja kole w oczy nie tylko przy fikcji, powieściach, ale i przy literaturze faktu. Na redaktorze książki reporterskiej ciąży jeszcze obowiązek sprawdzenia faktów. Z tym w Polsce bywa różnie, czego pokłosiem są ostatnie dyskusje o prawdzie w reportażu. – Człowiek piszący bez redaktora byłby jak cymbał brzmiący – mówi Magdalena Grzebałkowska. – Chodzi o to, że dobry redaktor to połowa sukcesu reportera. Ale, broń Boże, nie chodzi mi o toksyczny związek, gdy redaktor tak naprawdę jest ghost writerem piszącego. A to jest, niestety, nagminne w Polsce. Grzebałkowska miała szczęście do świetnych redaktorów. Od początku, od pracy w lokalnym dzienniku. Potem trafiła do „Gazety Wyborczej” pod skrzydła Małgorzaty Szejnert. – Było z nią ciężko, ale to tak, jak gdybym trafiła do klasztoru Shaolin. Nauczyłam się od niej 99 proc. rzeczy, które dziś umiem.
Teraz Grzebałkowska pracuje z Danielem Lisem ze Znaku: – Ja lubię przegadywać temat, dzielić się tym, co znalazłam, więc wiszę na telefonie i smęcę Liskowi godzinami o tym, co (aktualnie) powiedział kolega Komedy w 1956 r. I to jest cudowny przyjaciel z tego mojego redaktora, bo wszystkiego słucha cierpliwie i sprawia wrażenie, że jest tym zainteresowany. A przecież słuchanie o tym, jak autorzy zbierają materiały, jest średnio ciekawe, bądźmy szczerzy.
Dziś redaktor nie jest już kimś, kogo da się naciągnąć na zaliczki. Irena Szymańska wspominała telegramy od Broniewskiego: „zgrałem się w kasynie, przyślijcie zaliczkę na cokolwiek”. Jeśli przejrzymy korespondencję z Giedroyciem, czyli Redaktorem – kwestia pieniędzy bywała na przykład w listach Gombrowicza pierwszoplanowa. Oczywiście ten Redaktor był kimś innym niż „niewidzialny” redaktor wydawniczy. Był zarazem wydawcą książek i redaktorem naczelnym niezwykle ważnej „Kultury” paryskiej, miał swoje gusta i swoją wizję historii i literatury, ale też prowadził z autorami zwykłą korespondencję wydawniczą. I czasem nieustające molestowanie o pieniądze przez Gombrowicza potrafiło go wyprowadzić z równowagi.
Po jednym z takich listów, na granicy zerwania kontaktów, Gombrowicz złośliwie odpowiedział: „Ubawił mnie Twój list ostatni, mocno rozsierdzony i nawet, powiedziałbym, mniej uprzejmy, niżby to wypadało Twemu drzewu genealogicznemu. Proponowałbym, abyś opamiętał się i odindyczył. Nie doszliśmy do porozumienia, ale to jeszcze nie powód do uraz i obraz w sarmackim stylu. Więcej Europy. Moje pióro jest zresztą zawsze do Twojej dyspozycji pod warunkiem, rzecz jasna, iż zechcesz na przyszłość bardziej szanować jego płody. Ale jeśli Ci to nie odpowiada, to i tak nie widzę powodu do obraz i uroczystych zerwań. W ciągu tych lat powziąłem do Ciebie sporo sympatii, w niejednym mi dopomogłeś, więc rzeczywiście byłoby mi przykro, gdyby nasze osobiste stosunki miały się zmienić”.
Inną kwestią, która od zawsze zajmowała w korespondencji z autorami sporo miejsca, były wulgaryzmy. Hłasko nie godził się na wykreślanie słów, a tym bardziej zastępowanie ich trzema kropkami. Pisał do Giedroycia: „Kropkowanie słów – mój Boże (...). Można rzeczywiście skreślić słowo »pizda«, bo to nieładnie – ale to tylko robię, żeby nie obrazić naszej kochanej Zosi. (…) Mnie drażnią takie rzeczy, że na przykład amerykański pisarz może sobie na wszystko pozwolić, a polski – nie. Weźmy np. »From Here to Eternity« [„Stąd do wieczności” Jamesa Jonesa]. Książka o wojsku; wszystko jest: zdania »ja cię pierdolę«, »kutas«, wszystko. Zresztą w polskim przekładzie też, bardzo wiernie. Ja naprawdę nie nadużywam tych słów”.
Pilch opowiadał kiedyś w POLITYCE o tym, jak redaktorem jego książki „Inne rozkosze” został Ryszard Krynicki. „To była bardzo wczesna książka i ja byłem onieśmielony i zawstydzony: wielki poeta zajmuje się rzeczą początkującego prozaika. Podporządkowałem się jego sugestiom. Pamiętam, że użyłem słowa »jebać«. A że używam wulgaryzmów tylko w życiu – w literaturze ich unikam – zacząłem się zastanawiać, czy by tego słowa jakoś nie zastąpić. Na przykład »poznawać« w sensie biblijnym. Dzwonię do Krynickiego i mówię: »Ryszardzie, może by wykluczyć słowo jebać«, a on mi na to: »Wiesz, Jurku, to było jedyne słowo, przy którym się zawahałem«”.
W Polsce po przełomie, w gospodarce rynkowej, rola redaktora w wydawnictwie zmalała. Sam proces wydawniczy się skrócił – tak by dało się publikować jak najwięcej tytułów. Różnica jest taka – jak wspomina Sokołowska – że kiedyś w PIW było 51 redaktorów i 12 redakcji. Teraz jest jeden, dwóch redaktorów. Nie ma już redaktorów wydawniczych, są prowadzący, którzy jak zawiadowcy stacji przyjmują i odsyłają. Najważniejsze, by było w terminie.
Kiedyś w tym zawodzie się terminowało: najpierw przychodziło się do korekty. Redaktorzy przyglądali się kandydatom. Ważny był zespół i wspólne omawianie tekstów. – Wygląda na to, że gospodarka socjalistyczna, ze swym ukrytym bezrobociem, sprzyjała rozkwitowi sztuki redaktorskiej. Redaktorzy na etacie nie tylko mieli więcej czasu na pracę, ale także tworzyli warsztaty, w których umiejętności nabywało się, terminując przez lata u lepszych, a przynajmniej bardziej doświadczonych – dodaje Dariusz Sośnicki.
Dziś, skoro trzeba wydać szybko, wydawca nie daje już redaktorowi tyle swobody, nie staje też po jego stronie. Wtedy redakcja musi się ograniczyć do szybkich poprawek ortografii. I stąd chyba taki zalew książek bez redakcji. – Efekt pracy grafika widoczny jest gołym okiem, nawet typografa stosunkowo łatwo docenić, ale o redaktorze na podstawie jednej książki nie możemy powiedzieć prawie nic, chyba że kompletnie zawiedzie. Styl pracy nad tekstem uwidacznia się dopiero po kilku tytułach, szkoły redagowania tworzą się przez lata. W wydawnictwach zarządzanych przez menedżerów redaktor ma małe szanse na uznanie, nikt się nie będzie z nim liczył – mówi Sośnicki. W wydawnictwach skurczyły się redakcje, za to rozrosły działy promocji. Każda niemal książka jest promowana jako wydarzenie literackie, tymczasem takie zachwyty zwłaszcza młodym autorom, jak mówi Marianna Sokołowska, przewracają w głowie: – Lansuje się coś jako arcydzieło, a potem jest tylko gorzej.
W czasach Perkinsa dobra redakcja mogła sprawić, że książka stawała się bestsellerem. Dziś paradoksalnie rozmaite polskie bestsellery sprawiają wrażenie niezredagowanych. Taka bywa siła promocji i wizerunku autora. Chociaż i wcześniej bywało, że wydawnictwa nie do końca wierzyły w opinie fachowców. Bardzo się na przykład obawiano o losy „Po tej stronie raju” Francisa Scotta Fitzgeralda. Wydawcę przekonał dopiero eksperyment. Pewien redaktor z tego wydawnictwa „zwykł zabierać książki do domu, żeby dać je do przeczytania siostrze erudytce. Uważano, że jest nieomylna, i rzeczywiście – wiele pozycji, które odrzuciła, odniosło sukces i wspaniale się sprzedawało. Koledzy w wydawnictwie, wiedząc, że Burlingame zabrał książkę do domu na weekend, z niecierpliwością czekali na niego w poniedziałek rano. Kiedy przyszedł do pracy, chórem zapytali: „Co powiedziała twoja siostra?”. „Podniosła ją szczypcami do drewna – odparł – bo po przeczytaniu nie chciała jej więcej dotykać, i wrzuciła do ognia”. I książka rzeczywiście okazała się sukcesem.
Wydawnictwa oszczędzają na redaktorach, stawki są tak niskie, że trudno się w tym zawodzie utrzymać. – Znalezienie dobrego redaktora „beletrystycznego” graniczy dziś z cudem – mówi Sośnicki. – Jeśli się traktuje tę pracę poważnie, utrzymanie się z redagowania książek jest po prostu niemożliwe. Dziś większość redaktorów to samoucy i wolni strzelcy.
Cierpią na tym literatura i sami autorzy, którzy potrzebują współpracy z redaktorem i jego dogłębnej lektury. A także wydawcy, bo każda niezredagowana książka w oczach czytelników obniża prestiż wydawnictwa. Warto posłuchać Perkinsa, który traktował literaturę jako sprawę życia i śmierci i mówił, że „nie może być nic ważniejszego niż książka”. Czas, żeby polscy wydawcy to wreszcie zrozumieli.
źródło: https://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/kultura/1704670,1,ksiazka-potrzebuje-redaktora.read
submitted by ben13022 to Polska [link] [comments]


2017.01.15 11:34 SoleWanderer Wywiad z Ryszardem Schnepfem, byłym ambasadorem RP w USA

Usztywniali się. Byli coraz bardziej poirytowani. Wściekli. "Co ty wyprawiasz?!". "Trzeba cię będzie wyrzucić!". Chcą mieć samych swoich, żyć w szczelnej bańce, bez pytań i wątpliwości - ambasador Ryszard Schnepf opowiada Grzegorzowi Sroczyńskiemu, jak PiS strzela sobie w kolano Ryszard Schnepf (ur. w 1951 r.) jest historykiem, przez 25 lat był polskim dyplomatą, ambasadorem w Urugwaju, Paragwaju, Kostaryce, Hiszpanii i Stanach Zjednoczonych
GRZEGORZ SROCZYŃSKI: Ambasador w USA. Najważniejszy? RYSZARD SCHNEPF: Jeden z ważniejszych. Tak jak Berlin, Bruksela, Paryż.
Stamtąd lepiej widać? – Z Waszyngtonu? Szerzej. Polityka amerykańska dotyczy każdego fragmentu kuli ziemskiej, nie istnieje miejsce, wobec którego nie mieliby jakichś planów. Przyglądanie się pracy amerykańskiej administracji jest fascynujące, bo to sprawna i przenikliwa maszyna, zwłaszcza Departament Stanu. Zbierają z całego świata sprzeczne informacje, które mogłyby prowadzić do całkowicie sprzecznych decyzji, i potrafią wyprowadzić jedną linię reprezentowaną przez prezydenta. Dzisiaj jest to szczególnie trudne.
Do zobaczenia, panie prezydencie. Zatęsknimy za Barackiem Obamą [JARKOWIEC]
Dlaczego? – Bo takich sprzecznych informacji jest coraz więcej. Żyjemy na przełomie starej i nowej epoki, w świecie, który rozumieliśmy, a teraz nie rozumiemy i nie mamy pomysłu, jak w nim żyć.
I co z tym robić? – Na przykład ze śmiesznych kotków przerzucić się na poważne zagraniczne newsy w gazetach i na portalach. Dla własnego bezpieczeństwa. Żeby w razie czego nie być zaskoczonym.
Pan co czyta? – Wszystko o Syrii, gdzie lokalne mocarstwa tłuką się między sobą cudzymi rękami. Typowa wojna zastępcza, która może się przekształcić w konflikt światowy. Czytam o Korei Północnej, która ma największą w regionie milionową armię i broń masowego rażenia. Jeśli w ramach walk frakcyjnych w partii jakaś grupa pułkowników wystrzeli rakietę, to mamy katastrofę. Warto czytać doniesienia z Morza Południowochińskiego, gdzie Chiny testują wytrzymałość reszty świata. No i Ameryka. Został tam uruchomiony proces, który prowadzi nas w nieznane.
American Dream nie działa. Rozmowa z Lindą Tirado, celebrytką prekariuszy
Po wyborze Trumpa? – Wcześniej. Od wielu lat rosną w Ameryce nierówności dochodowe, a jednocześnie rosną oczekiwania obywateli. Dzięki internetowi przeciętny mieszkaniec amerykańskiej prowincji może na bieżąco śledzić życie multimiliardera z Doliny Krzemowej. Jeśli zestawić to z badaniami OECD, które pokazują, że nigdy nie było tak dużej przepaści w dochodach i życiowych szansach między obywatelami, to mamy przepis na mieszankę wybuchową. Nie wiemy, czy model liberalnej demokracji przetrwa w sytuacji tak dużych różnic. Po przekroczeniu jakiegoś progu nierówności trudno mówić o spójności społeczeństwa. Nie wiemy, gdzie leży ten próg, i nikt nie ma dobrego pomysłu, co z tym robić.
Prezydent Trump. Ameryka czeka na generalny remont
O tym się w kółko mówi. – Mówi. Na rozmaitych kongresach naukowych, na uniwersytetach i w kolejnych książkach, jak „Co z tym Kansas?” Thomasa Franka. Opisał rozgoryczenie robotników w tzw. pasie rdzy, czyli kilku stanach USA, gdzie zniknęły stabilne miejsca pracy w przemyśle. To właśnie te stany dały zwycięstwo Trumpowi. Książka wyszła w 2004 r., zdobyła rozgłos, ale niewiele z tego wynikło. Kolejne dzwonki alarmowe nie były słyszane.
Dlaczego? – Elitom przydarzyło się coś, co socjologowie amerykańscy nazwali self inverted outlook, czyli patrzenie do środka. Siedzę w swojej bańce społecznej i świat wydaje się taki jak moje życie. Jeżeli mojej rodzinie jest dobrze, to świat jest znakomity. I koniec. Nie ma spojrzenia dalej. Po co mam się zamartwiać, że służba zdrowia źle funkcjonuje? Wykupię dobry pakiet prywatny i nie będę o tym myślał.
Coś przed tym chroni? – Nie bardzo. Można czytać takie książki jak „Co z tym Kansas?”, znać niepokojące dane, chodzić na różne kongresy, na których się mówi o problemie, a jednocześnie w jakiś dziwny sposób nadal problemu nie widzieć. Chyba tylko osobiste doświadczenie może wyrwać z letargu.
Trump wyrwał obywateli z hibernacji. Szykują mu anty-inaugurację
Pana co wyrwało? – Ameryka Łacińska. Byłem ambasadorem w kilku krajach tego regionu. Nierówności są tam ogromne, w niektórych miejscach doprowadzone do skrajności. Napatrzyłem się. Również w Wenezueli, o której pisałem pracę doktorską u prof. Łepkowskiego w PAN. To otwiera oczy.
Wenezuela? – Tak. Czytamy teraz o niej ciągle w gazetach, bo rządzi tam lewicowy reżim, gospodarka została rozłożona na obie łopatki, towary są na kartki. Taką sobie władzę wybrali. Chávez stworzył potwora, czyli państwo autorytarne, a jednocześnie niefunkcjonalne. Ale warto wiedzieć, co było wcześniej. Jak to się stało, że w 1998 r. ludzie zagłosowali na człowieka, który zapowiadał marksistowską rewolucję i pogonienie elit. Wygrał całkowicie demokratycznie.
I jak to się stało? – Self inverted outlook. Przed Chávezem w Wenezueli było tak: rządziły na przemian dwie główne partie, czyli Acción Democrática i COPEI. Polityczne elity tych partii przestały myśleć. Dookoła slumsy, bieda, słabe szkolnictwo, rosnące rozwarstwienie, fawele i prawo faweli, przestępczość. A obok grodzone oazy spokoju, które budowała sobie klasa wyższa. Ta przepaść rosła. I jeszcze ważna okoliczność: była ropa. Wenezuela to członek OPEC i jeden z największych producentów ropy na świecie. Mieli narzędzie.
Wenezuela nie jest już demokracją
Narzędzie? – Było za co! Z dochodów z ropy mogli prowadzić rozsądną politykę wyrównywania szans. My musimy na nią zarobić, a oni dostali od losu prezent. Tymczasem nastąpił niekontrolowany rozdział koncesji na wydobycie, mętne interesy, dochody budżetu państwa z surowców były praktycznie zerowe. Niebywała uległość klasy politycznej wobec biznesu.
Kiepskie elity. – No właśnie nie, i to jest w tym najdziwniejsze. Tę politykę prowadzili fantastyczni światli ludzie. Obie te partie miały na sztandarach idee wolności i równości, obie wyrosły z idealistycznego ruchu studenckiego. COPEI było partią chrześcijańską, natomiast Acción Democrática partią socjaldemokratyczną, która postawiła na kobiety, wciągnęła je do polityki. Mieli nie tylko wspaniałe korzenie, ale też idealistycznych przywódców, ludzi po więzieniach i walce z dyktaturą. Z tą ropą cały kraj można zmienić.
I dlaczego się nie zmienia? – Nie wiem. To jest pytanie bez jasnej odpowiedzi. Krótkowzroczność, wygoda, dbanie o własne dzieci i własną bańkę społeczną. W Wenezueli nastąpiła niebywała alienacja elit. W latach 70. obywatele byli szokowani kolejnymi przykładami arogancji, ludzie nie mieli co do garnka włożyć, a milionerzy na swoje urodziny zapraszali Eltona Johna za pięć milionów dolarów z dowozem prywatnym samolotem. Obszary biedy i zapuszczenia stały się w pewnym sensie niewidoczne. Jak element pejzażu za oknem, który przestajemy dostrzegać, bo on po prostu jest i być musi. Doły społeczne nie głosowały, więc elitom wydawało się, że system polityczny jest stabilny. Aż przyszedł Chávez i namówił tych ludzi, żeby ruszyli do urn.
Napatrzyłem się też w czasie światowego kryzysu finansowego, byłem wtedy polskim ambasadorem w Hiszpanii. To był kraj niezwykle przyjazny i pozwalający na takie miłe życie, nawet jeśli ktoś miał mniej. I nagle w kryzysie wielu ludzi wszystko straciło, bo oddawali bankom niespłacone mieszkania i lądowali na bruku. Może by to znieśli, gdyby widzieli, że wyrzeczenia ponoszą wszyscy w miarę solidarnie. Tymczasem odpowiedzialnym za kryzys włos z głowy nie spadł. Na narastające poczucie niesprawiedliwości elity polityczne nie potrafiły w rozsądny sposób odpowiedzieć. Po przyjeździe do Ameryki i zetknięciu z Wall Street uzupełniłem sobie ten obraz. Reakcja na kryzys niektórych wpływowych środowisk, banków, prywatnych instytucji inwestycyjnych była po prostu... nie wiem... zawstydzająca.
Pan się spodziewał Trumpa? – Tak. Trzydzieści lat temu pracowałem na uniwersytecie Indiany w Bloomington i dość dobrze poznałem amerykańską prowincję. Kiedy w 2012 r. zostałem polskim ambasadorem w Stanach, postanowiłem w czasie urlopu tam wrócić. Nic się nie zmieniło. Poziom życia ludzi, domy, sposób odżywiania się, poziom zaniedbania dzieci. Owszem, uniwersytet urósł, wypiękniał, ale jego okolice już nie. Wielu obywateli na amerykańskiej prowincji żyje bez żadnego planu. Bez mitu amerykańskiego, że mogą do czegoś dojść. Jeżdżą do supermarketu, ale takiego, że nasza Żabka mogłaby być dumna. Nawet w Waszyngtonie to widać. W okolicach rezydencji ambasadora jest elegancki sklep pewnej sieci, ale ta sama sieć w biednej dzielnicy to coś całkiem innego. Stoją żelazne regały, porozrzucane towary, które zbiera pan z podłogi. Kraj, który ma tak wielki potencjał, wspaniałe życie intelektualne, Dolinę Krzemową i najnowsze technologie, jest dla wielu obywateli kompletnie innym światem.
O tym się rozmawia na dyplomatycznych przyjęciach? – Rozmawia. Tyle że zwykle takie rozmowy kończą się sakramentalnym: „No cóż, globalizacja, niewiele da się zrobić”. Na bale i rauty mało chodziłem. Żeby się orientować, co w trawie piszczy, trzeba raczej chodzić na spotkania think tanków. W Waszyngtonie ulokowało się kilkanaście najważniejszych grup intelektualnych na świecie, jak: CSIS, Atlantic Council, German Marshall Fund. Nie ma tygodnia, żeby nie organizowali jakiejś debaty czy dyskusji. Gdy byłem ambasadorem w USA, dużo spotkań dotyczyło polityki wschodniej, sytuacji w Rosji, na Ukrainie.
Co sądzą o Putinie? – Są przekonani, że nie jest to człowiek, który doprowadzi do wybuchu konfliktu jądrowego.
Amerykanie tak uważają? – Tak. W polityce na tym szczeblu chodzi o to, żeby przeciwnik kontrolował sytuację u siebie. Czyli żeby nie było tak, że pan się próbuje dogadać z przywódcą, a jakiś generał zza jego pleców wystrzeli rakietę i sprowokuje zdarzenia, które uruchomią łańcuch spięć. Rosja jest krajem trudnym do kontrolowania, a Putin kontrolę ma. Nie tak pełną, jak udaje – bo on jest mistrzem udawania własnej siły – ale jednak. Kissinger powiedział kiedyś, że dla Amerykanów najważniejsze jest, by wiedzieć, na jaki numer zadzwonić, i by ktoś podniósł słuchawkę.
O nas co sądzą? – Mieliśmy markę. Koledzy ambasadorzy z krajów Europy Środkowej przychodzili do mnie: „Mam pewną inicjatywę, chciałbym dotrzeć do kongresmenów, ale bez was nie damy rady. Pomożesz?”. Uważali, że mamy większą siłę przebicia. Amerykańscy kongresmeni przy różnych okazjach chcieli słuchać naszych opinii. Przed wyborami bliscy współpracownicy Trumpa prosili mnie, żeby im wyjaśnić, czego oczekujemy od NATO. „My nie reprezentujemy Donalda Trumpa, ale podzielamy wiele jego poglądów”.
„My nie reprezentujemy Trumpa”? – No, jak to w dyplomacji. Czasem jak się zaprzecza, to się w gruncie rzeczy potwierdza. Oczywiście reprezentowali Trumpa, ale chcieli pogadać nieoficjalnie.
I? – Spotkałem się. Zadawali pytania dość... no, nie wiem... naiwne. „Dlaczego Ameryka ma rozmieszczać swoje wojska w Polsce?”. Przedstawiłem solidne argumenty. Nie wszystko mogę ujawnić.
Ale jakiego rodzaju argumenty? Że Kościuszko, Pułaski, sojusze i artykuł piąty NATO? – Nie. To wtedy oni pokiwają głowami i sobie pójdą. Generalna zasada w dyplomacji jest taka: musi pan tak sprawy przedstawiać, żeby druga strona uważała, że jej się to opłaci, a na koniec żeby uznała, że pański pomysł jest jej pomysłem.
Czyli? – „Wzmacnianie waszej obecności wojskowej w Europie jest ważne przede wszystkim dla was. Bo jak odpuścicie Putinowi w naszym regionie, to poczuje się zbyt pewnie i zacznie robić rzeczy niebezpieczne w innym regionie. I mogą to być rzeczy niebezpieczne bezpośrednio dla was”.
Bo rakieta doleci? – Niekoniecznie z Rosji. Jeśli Putin poczuje się Panem Bogiem, to może uruchomić niekontrolowane domino na przykład w Syrii. Jakiegoś swojego sojusznika zbyt mocno naciśnie, a ten z kolei naciśnie sojusznika Ameryki, który się zbyt mocno odgryzie – już nie w Syrii, ale w jakimś innym regionie. I Ameryka będzie musiała reagować. Domino uruchomione w jednym miejscu porusza kostki i efekt końcowy ma pan całkiem gdzieś indziej. Tak to obecnie działa.
Musi się pan skonsultować z Warszawą, co mówić na takich nieoficjalnych spotkaniach? – Dobrze, gdyby tak było. Ale tak nie jest, choć za ministra Sikorskiego funkcjonowało nieźle. To jedna z bolączek naszego aparatu państwowego – asekuranctwo. Nikt w kraju nie chce się podpisać pod instrukcją dla ambasadora, więc jeżeli można nie dać instrukcji, to się nie daje.
Dlaczego? – Taka instrukcja może być mylna, może wywołać jakieś konsekwencje. I wtedy ktoś będzie odpowiadać. Natomiast jeśli się jej nie da, to ambasador wystawiony gdzieś tam, poproszony o wypowiedź dla gazety, ponosi konsekwencje jednoosobowo. I po głowie dostaje ambasador, a nie urzędnik w MSZ czy wiceminister. Czasem trzeba się upominać. „Proszę o instrukcję w sprawie rezolucji ONZ o przyszłości węgla kamiennego”. W końcu wysyłają. Niechętnie. Zwłaszcza w sprawach polityki wewnętrznej trzeba się zdać na własną intuicję.
Pan się zdał i poległ. – Poległem. Z dnia na dzień zacząłem słyszeć pytania, na które trudno było odpowiedzieć. „Dokąd zmierza polska demokracja?”, „Czy konstytucja jest u was przestrzegana?”, „Czy wasz nowy rząd szanuje prawo?”. Człowiek głupieje. Nigdy nie musiałem na takie pytania odpowiadać, bo byliśmy dla Amerykanów wzorem demokratycznych przemian.
Kto pytał? – Różni. Spoza polityki, dziennikarze, ale też ludzie z Departamentu Stanu. Mogłem się tylko uśmiechać i wyrażać nadzieję, że nasz system demokratyczny jest mocny.
Bo pan jako ambasador był przedstawicielem tego rządu? – Oczywiście.
I musiał pan odpowiadać: „Nie przesadzajcie”. – Mniej więcej. Łagodziłem. „Toczy się dialog w sprawie Trybunału Konstytucyjnego”. „Opozycja zostanie wysłuchana i rząd zaproponuje kompromis”. Takie różne.
I? – Nie dało się na tym długo jechać, bo oni chcieli konkretów. Jeśli jest się ambasadorem w jakimś prowincjonalnym kraju, to można trochę sprzedawać kit. Ale nie w Ameryce. Sprawność ich administracji powoduje, że rozmawia pan z ludźmi, którzy świetnie znają naszą rzeczywistość. W sprawie Trybunału Konstytucyjnego wiedzieli dokładnie, kiedy Sejm wybrał sędziów, ilu jest legalnych, ilu nielegalnych, który przepis konstytucji został złamany. Oczekiwali, że ja im na serio wyjaśnię, co się u nas dzieje.
A nasi? – Nasi mieli pretensje, że jestem za mało agresywny. „Trzeba dać odpór!”. Oczekiwali, że wytłumaczę dziennikarzom telewizji CNN, redaktorom „Washington Post” i administracji amerykańskiej, że się głupio czepiają. Jak w swoim programie w CNN znany publicysta Fareed Zakaria zaczął krytykować działania Kaczyńskiego, ja jako ambasador powinienem zrobić coś, żeby Zakaria się nawrócił i odszczekał.
Pan w ogóle zna Zakarię? – Tak. I mogłem się postarać, żeby mnie zaprosił. Ale to ma sens, gdy się idzie z jakimiś argumentami. Tymczasem z Warszawy nie płynęły argumenty, tylko sugestie, żeby do Amerykanów mówić: „Nic się w Polsce nie dzieje, a wasza opinia wynika z niewiedzy”. Wychodziłbym na idiotę. Tam są dziennikarze, a nie podstawki do mikrofonów. „No, jak to nic się u was nie dzieje? Wyrok Trybunału nie został opublikowany, a sędziowie Hauser, Ślebzak i Jakubecki nie zostali zaprzysiężeni przez waszego prezydenta”. Niektórzy całą tę litanię są w stanie z głowy wymienić.
W Stanach mnie znają. Miałem dość dobre i rozbudowane kontakty. Powiedzmy, że wyszedłbym z karteczką i wyrecytował: „W sprawie Trybunału zostaliście zmanipulowani przez polską opozycję i sędziów, którzy bronią posad”. Pospadaliby z krzeseł. „Oho, w Polsce naprawdę źle się dzieje, skoro zmuszają Schnepfa do opowiadania takich bredni”. Narażanie się na śmieszność jest narażaniem państwa, które się reprezentuje.
A nasi co? – Usztywniali się. I byli coraz bardziej poirytowani. „Amerykanie nas nie rozumieją, bo nie urodzili się nad Wisłą”. I inne tego typu sugestie.
Depeszą? – Skąd! Na papierze jak zawsze niechętnie. Chociaż, szczerze mówiąc, chętnie bym dostał taką depeszę, w której ktoś z MSZ byłby w stanie sformułować, co ambasador ma mówić w sprawie Trybunału Konstytucyjnego. Wtedy są jasne wytyczne. Jeśli się pan bardzo nie zgadza, to prosi o odwołanie i nie musi chodzić jak kłębek nerwów.
Próbowałem wybrnąć ogólnikami. „W Polsce toczy się demokratyczna debata”. Przez pewien czas prezes Kaczyński zapowiadał, że będzie próba porozumienia. Czepiałem się każdej jego tonującej wypowiedzi. Zaprosiłem profesora Rzeplińskiego do ambasady. Wściekli się.
To po co go pan zapraszał? – Bo to dyplomatyczny standard. Prezes Rzepliński przyjechał do Stanów na międzynarodową konferencję sędziów, akurat mieliśmy w ambasadzie uroczystość z okazji Święta Konstytucji. Gościem honorowym był senator Chris Murphy z Connecticut, który otrzymał statuetkę Orła Kryształowego, sporo dla Polski zrobił. Zaprosiliśmy osiemset osób. „Witam również...”. „Witam także...”. I wśród tych setek witanych był też Andrzej Rzepliński. Niezaproszenie go – skoro był w tym czasie w USA – byłoby nietaktem. A tak pokazujemy Amerykanom, że mimo konfliktu na najważniejszym państwowym święcie jest też prezes Trybunału. To w gruncie rzeczy miało uwiarygodnić oficjalną linię rządu: „Nic złego się nie dzieje”. Wówczas sądziłem jeszcze, że normalność wciąż istnieje.
Czyli pan chciał zrobić dobrze dla PiS? – Dla kraju. To było przed szczytem NATO i chcieliśmy pokazywać Amerykanom, że jesteśmy odpowiedzialni. I że władza dąży do kompromisu. Zresztą Amerykanie tak właśnie obecność Rzeplińskiego w ambasadzie odebrali.
A nasi? – „Co ty wyprawiasz?!”. „Będę cię musiał wyrzucić!”.
Waszczykowski? Bo pan się z nim koleguje. – Nie powiem. Dla niego nie jestem dziś wygodnym towarzyszem broni. Przyjaźniliśmy się, to prawda.
Skąd się znacie? – Z MSZ. Pracowaliśmy w tym samym pokoju w dwóch rządach. Kiedyś to ja byłem jego orędownikiem i ratowałem go z opresji. Lubiliśmy się. Myślę, że jest dziś innym człowiekiem niż dawniej.
Odwołali pana za co? Za Rzeplińskiego w ambasadzie? – Wcześniej była awantura o Wałęsę. Bo na balu polonijnym w Miami, witając Lecha Wałęsę, powiedziałem, że jest jednym z polskich bohaterów. Telewizja to pokazała. Nie zdążyłem się obudzić następnego dnia, a już kierownictwo MSZ wiedziało i zrobiło piekło.
O co? – Że jak ja mogę tak mówić. O Wałęsie najlepiej nie mówić wcale. Wygumkować, zapomnieć.
To po co pan mówił? – Bo nie da się nie mówić! Wałęsa – wraz z Janem Pawłem II – to najbardziej rozpoznawalna polska postać. Dla polskiego dyplomaty takie nazwiska to po prostu codzienne narzędzie pracy. Musi pan od czasu do czasu je wykorzystywać, choćby w przemówieniach.
Nie da się im tego wytłumaczyć? – Waszczykowskiemu? On to wie. Ale co z tego, skoro inni już zdążyli do niego zadzwonić i powiedzieć, że to niedopuszczalne, żeby człowiek, który mówi dobrze o Lechu Wałęsie, był ambasadorem. Dowiedziałem się wówczas, że „wypowiedziałem prywatną wojnę rządowi”.
Można się z nimi dogadać? – Ale co znaczy „dogadać”? Wiedzieli, że będę z nimi dyskutować, bo taki już jestem. Zawsze tak robiłem. Przez 25 lat w tym zawodzie nieustannie dyskutowałem z szefami. Kiedy kolejni premierzy prosili mnie o opinie na jakiś drażliwy temat polityki zagranicznej, to pytałem: „Czy mam mówić prawdę, czy udzielić odpowiedzi urzędnika, który chce zachować stanowisko?”. Zwykle chcieli prawdy.
A ci chcą odpowiedzi urzędnika? – Zależy kto. Prezydent Duda jest inny. Był dwa razy w Stanach i mieliśmy bardzo dobrą rozmowę. Byłem zaskoczony jego otwartością.
Duda radzi sobie za granicą? – Tak, całkiem nieźle. W Nowym Jorku miał pierwsze ważne przemówienie w czasie obrad Zgromadzenia Ogólnego ONZ. Był świeży, więc stremowany, to normalne. Wypadł dobrze. Udało się wtedy – to była udana operacja – posadzić go podczas lunchu przy jednym stoliku z prezydentem Obamą, a po drugiej stronie mebla zasiedli prezydenci Chin i Rosji. To robiło wrażenie. My i oni. Wschód i Zachód.
Jak się taką rzecz załatwia? – Skomplikowana materia.
Na pana głowie? – Na mojej. Tego się nie da załatwić na telefon z Warszawy.
To jak? – Trzeba najpierw zaszczepić Amerykanom pomysł, że dobrze by było doprowadzić do spotkania Obamy i Dudy. Bez określania, gdzie i kiedy, niech sami na to wpadną. Poza tym trzeba zaszczepić ciekawość.
Nie można po prostu powiedzieć: „Zależy nam na tym, żebyście posadzili Dudę z Obamą”? – Wtedy się nie uda. Amerykanie takich petentów mają stu. Jeśli jako ambasador pokażę, że za bardzo nam zależy, to oni nie będą mogli tego spełnić, bo to by znaczyło, że działają według naszego widzimisię. Poza tym wtedy robi się handel. Skoro oni coś nam, to my też powinniśmy coś im. I wychodzą z tego kolejne piętrowe kombinacje. Baliby się, że to będzie odczytane przez naszą stronę jako zachęta do takiego handlu i tak dalej...
Aha. – Tak wygląda dyplomacja. Nie załatwia się spraw wprost. Jakbym miał komuś doradzać, to zasada jest dość prosta: trzeba się postawić w sytuacji drugiej strony. Przez chwilę się zastanowić, co zrobić, żeby to jej zależało. I najlepiej, jeśli to „coś”, na czym ma jej zależeć, nie będzie standardowe.
Czyli? – „Prezydent Duda jest młody, otwarty i ciekawy świata, więc macie szanse go pozytywnie zainspirować”.
Ale to nic nie znaczy. – Znaczy. I to sporo.
A w Polsce na prawicy triumf: „Nasz prezydent wśród przywódców świata!”. „Obama spotkał się z Dudą!”. – No i co? Dlaczego mają się nie cieszyć?
Skuteczność. To mógł im pan zaoferować? – Można tak powiedzieć.
I taką kurę się zarzyna. Dlaczego? – Myślę, że świat zewnętrzny nie jest dla nich istotny. Wielu osobom w PiS jest kompletnie obojętne, co będą myśleć Francuzi, Niemcy, Amerykanie. Ważne, co będą myśleć prezes i część elektoratu – ta najbardziej wściekła. I ważne, żeby polski ambasador nie mówił dobrze o Wałęsie.
A nie to, że załatwi spotkanie Dudzie? – Nie wiem, czy tak naprawdę ludziom PiS zależy, żeby Duda jakoś przesadnie błyszczał.
Dlaczego Waszczykowski nie może swoim powiedzieć tak: „Mamy faceta, który potrafił załatwić Dudzie stolik z Obamą. Ten facet nie jest naszym wielbicielem, nie kocha nas, ale jest lojalny wobec państwa. Wykorzystajmy go”? – On pewnie tak próbował. Ta narracja się pojawiła w moich rozmowach z MSZ. „Jeżeli chcecie, żebym był dla Amerykanów wiarygodny, to nie mogę być waszym aparatczykiem. Bo oni to natychmiast wyczują”.
Czyli zaoferował im pan lojalność. – Skuteczność.
„Nie jestem pisowcem, ale tacy ludzie też wam są potrzebni”. – To nie była oferta: „Zostawcie mnie w spokoju, a będę wam służył”. Raczej: „Jeżeli oczekujecie, że będę wykonawcą szkodliwych poleceń, to będzie do bani. Bo przestanę być skuteczny i wiarygodny. I wam też to zaszkodzi”.
Coś im pan wybił z głowy? – Tylko raz się udało. Chcieli odebrać Krzyż Kawalerski profesorowi Janowi Tomaszowi Grossowi. Zapytali mnie jako ambasadora o zdanie, bo Gross jest przecież amerykańskim obywatelem. Wyjaśniłem, że to bardzo zły pomysł.
Bo będzie dym? – No, w dużym skrócie. Napisałem, że dla środowisk naukowych w USA, które są tu silne, wpływowe i hołubione, wolność badań i wolność wypowiedzi to są fundamenty. Wielu amerykańskich naukowców nieustannie kala własne gniazdo, piszą o niewolnictwie, segregacji rasowej, mordowaniu Indian. I ordery od państwa dostają. „Odebranie medalu Grossowi wam się nie opłaci”. Podpisałem się pod tym. To z ich strony niebywały brak orientacji, że w ogóle wpadają na takie pomysły.
Dlaczego? – Ideowo czy cynicznie wytłumaczyć?
Cynicznie. – Więc całkiem cynicznie: dzięki profesorowi Grossowi ktoś taki jak ja – czyli polski dyplomata – ma łatwiejszą robotę. Mogliśmy mówić, że nie ma drugiego kraju, który potrafi tak uczciwie rozdrapywać własną przeszłość. Jak się nas czepiały różne środowiska niechętne Polsce, to mówiliśmy: „A nieprawda, mamy Grossa, w Polsce jego książki są żywo dyskutowane”. Gross był niezłym argumentem.
Przez pierwsze miesiące po wyborach wierzyłem, że znam tych ludzi, że to są po prostu konserwatyści. Nowa władza inaczej chce prowadzić politykę, cześć z tego może mi się podobać, a część nie – w porządku. Pracując w rządzie Marcinkiewicza, też nie byłem wszystkim zachwycony. Ale byłem lojalny wobec premiera i państwa.
Czyli nie myślał pan, że do władzy dorwali się straszni ludzie. – Skąd! Znałem ich przecież. Pokaźną liczbę członków rządu znam. Z niektórymi pracowałem gabinet w gabinet.
Z kim? – Z Błaszczakiem na przykład. Był szefem kancelarii u Marcinkiewicza. Lubiliśmy się, byliśmy po imieniu. Jarka Sellina znam, był rzecznikiem premiera Buzka. I wielu innych znam.
Czyli wrogiem pan nie jest? – Nie wiem, jak to ująć. Jestem „konstruktywnym wrogiem”.
Czyli? – PiS jako formacja wodzowska nie jest partią z mojej bajki. Nie głosuję na nich. A konstruktywnym w tym sensie, że mówiłem im swoje zdanie krytycznie, ale nie złośliwie, tylko serio.
Bez heheszków i stukania się w głowę. – Tak. Bez traktowania ich z góry jak wariatów czy sektę. Traktuję ich poważnie. Jestem państwowcem i wiem, że trzeba szanować wybór obywateli. Konflikt o Trybunał wiele zmienił. Sposób, w jaki załatwili tę sprawę, był niebywały. Można różne rzeczy wytłumaczyć, ale tego się po prostu nie da. Przez to wielu ludzi w administracji państwowej zaczęło mieć dylemat: odejść czy zostać?
Ktoś do pana zadzwonił i przedstawił ofertę: „Może zostań w MSZ, będziesz nam służył radą”? – Nie. Po powrocie do Warszawy poszedłem do resortu złożyć raport i próbowałem się z kimś przywitać. Nie wyszedł nawet z gabinetu. Głupia sytuacja. Głowy znad papierów nie podniósł.
Kolega? – Kolega. Zszedłem do kadr, złożyłem wymówienie i już w MSZ nie pracuję.
Po ilu latach? – Po 25. Tworzyłem ten resort.
Zostałby pan, gdyby chcieli? – Nie chcieli i ja też w gruncie rzeczy już nie chciałem.
Ludzie inaczej myślący są tej ekipie bardzo potrzebni, chyba bardziej niż poprzednim. Wprowadzają dużo zmian naraz, a w takim rewolucyjnym zapale łatwo popełnia się błędy, których się nie widzi w gronie, w którym obowiązuje jednomyślność.
Self inverted outlook. – Tak. To im grozi. Jednorodna zamknięta bańka bez szczelin i wątpliwości.
submitted by SoleWanderer to Polska [link] [comments]


2016.08.31 17:00 SoleWanderer MACIE ŻYĆ TAK, JAK MY ŻYJEMY - Tygodnik Powszechny

Mogliśmy się już widzieć, i to w tym samym miejscu. W 2011 r. Mateusz Bożydar Marzoch, prezes jednego z warszawskich Kół Młodzieży Wszechpolskiej, asystent posła Roberta Winnickiego, „narodowiec, katolik”, jak przedstawia się na Twitterze, szedł w Marszu Niepodległości. Ja stałam w pobliżu kawiarni przy placu Konstytucji w kontrmanifestacji. Minęło 5 lat, niewiele mniej niż nasza różnica wieku.
Kiedy 1 sierpnia obserwowałam kolejny przemarsz narodowców, oprócz wielu innych uczuć – opisanych przeze mnie na łamach „TP” w tekście „Nowy Świat maszeruje” (nr 33/16) – poczułam wstyd. Wstyd, że nie weszłam w tłum i nie zapytałam: „Dlaczego tu przyszedłeś?”, ale także z powodu własnej pogardy i poczucia wyższości. Poniższa rozmowa wzięła się m.in. z potrzeby przełamania tej postawy.
MAGDALENA KICIŃSKA: Dziękuję, że zgodził się Pan na spotkanie – wielu przedstawicieli organizacji, o których pisałam w „TP”, nie chciało rozmawiać. Zwłaszcza że był Pan jedną z osób, które negatywnie skomentowały naszą okładkę sprzed dwóch tygodni.
MATEUSZ BOŻYDAR MARZOCH: Bardziej nie podobał mi się tytuł. Bo dlaczego to, co robimy, jest kradzieżą? To przywracanie Polakom świąt i rocznic. Zanim organizacje narodowe o to nie zadbały, mało kto je celebrował, a jeśli, to niemrawo. Teraz – tłumy. Dopiero od niedawna mamy też np. Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych. To zasługa pracy u podstaw, którą robimy.
A nie prezydentów Kaczyńskiego i Komorowskiego, którzy przeprowadzili proces legislacyjny w tej sprawie?
Oni raczej wyczuli, że powinni to zrobić, reagując na presję. To my upomnieliśmy się o pamięć.
Krzycząc 1 sierpnia: „Śmierć wrogom ojczyzny”?
To hasło ściśle historyczne, używane szczególnie po II wojnie światowej, kiedy polscy partyzanci walczyli z okupantem sowieckim i z ludźmi, których uważali za wrogów.
Chce mnie Pan przekonać, że nie ma w tym okrzyku odniesień do tu i teraz?
1 sierpnia krzyczeliśmy też „Jedna kula, jeden Niemiec”, a nie wydaje mi się, żeby ktoś teraz nawoływał do zabijania Niemców. Bądźmy poważni.
Niech mi więc Pan wytłumaczy związany z Powstaniem kontekst innego hasła, które skandowano: „A na drzewach zamiast liści będą wisieć syjoniści”?
Tu przyznam: nie wiem, co koledzy mieli na myśli. Ale nie dam się wmanipulować. Pani chce, żebym powiedział, że dosłownie bierzemy to, o czym krzyczymy.
Chcę zrozumieć, co Panu daje wykrzykiwanie tych haseł.
Poczucie sensu: czerpiąc z doświadczenia tamtych ludzi i oddając im cześć, czuję z nimi łączność. Wiem dzięki temu, gdzie i kim jestem, i jakie z tego wynikają dla mnie obowiązki. Np. w czasie wojny – jak należy się zachować. Wiem, że poszedłbym walczyć z tymi samymi hasłami na ustach.
A w czasie pokoju? Oglądałam Pański profil na Facebooku i konto na Instagramie. Widzę, że lubimy podobną muzykę, i zastanawiam się, czy jest coś, co poza muzyką może nas łączyć.
Poglądy pewnie nie.
Obawiam się Pańskich.
Niesłusznie. Nie jesteśmy tacy źli.
Nie dopuszczacie możliwości, że ktoś inaczej widzi świat.
Bo jesteśmy pewni, że nasza wizja jest dla Polski najlepsza.
O tym mówię – o braku wątpliwości. Jak się go zdobywa? Jak znalazł się Pan w Młodzieży Wszechpolskiej?
Pochodzę ze wsi, gdzie moi rodzice prowadzą gospodarstwo. Tam się wychowywałem, później poszedłem do liceum w powiatowym mieście i mieszkałem w internacie. Nie wiedziałem wtedy zbyt wiele o organizacjach narodowych. Od gimnazjum udzielałem się jako harcerz.
ZHP?
Stowarzyszenie Harcerstwa Katolickiego Zawisza. Wciągnął mnie kuzyn i to właśnie tam nabrałem poczucia, jak wielki sens ma nie tylko praca – co wyniosłem wcześniej z domu, bo od najmłodszych lat pomagałem w prowadzeniu gospodarstwa – ale przede wszystkim służba.
Czym ona jest?
Pomocą drugiemu człowiekowi, pracą na rzecz wspólnoty i gotowością do poświęceń na jej rzecz.
Tu się zgadzamy – ja również uważam, że to istotna wartość.
No więc ja podjąłem służbę na rzecz Młodzieży Wszechpolskiej – w 2011 r. pojechałem na Marsz Niepodległości i zobaczyłem, że potrzebna jest pomoc. Wstąpiłem do Straży Marszu – budowała ją m.in. MW, trafiłem na spotkanie. Sprawdzili, kim jestem.
Jak?
Weryfikacja polegała na rozmowie, sprawdzeniu naszych profili na Facebooku, to wszystko. Od początku roku akademickiego – kiedy zacząłem studia: bezpieczeństwo wewnętrzne na UW – zacząłem chodzić na spotkania. I od tej pory każda akcja, każda służba, którą pełnimy – np. ostatnio, przy pogrzebie kard. Macharskiego na Wawelu – daje mi ogromną satysfakcję i poczucie, że dokonałem właściwego wyboru.
To znaczy?
Że jestem wśród ludzi, którzy myślą tak jak ja i chcą tego samego.
Wcześniej Pan tego nie czuł?
Może w harcerstwie, ale z tego się wyrasta. A potrzeba zostaje.
Co Pan ostatnio czytał?
„Wszechpolaka”.
A książki?
Szczerze mówiąc, od dziecka muszę się do książek zmuszać.
Pytam, bo chciałabym się dowiedzieć, co Pana ukształtowało.
Już powiedziałem: praca. To, co robiłem w domu, potem w harcerstwie, teraz w MW – dla innych i dla narodu.
Jest Pan honorowym dawcą krwi.
Od 18. roku życia. I dawcą szpiku.
A kiedy patrzy Pan na probówki, w których zgromadzona jest krew, w każdej taka sama, nie myśli Pan – kto ją oddał, komu zostanie przetoczona?
Nie, bo człowiek to człowiek, życie to życie. Jeżeli umierałby ktoś, kto jest innego koloru skóry, wyznania czy nawet, powiedziałbym, orientacji, moje człowieczeństwo nakazywałoby mu pomóc i tę krew przekazać.
Woodstockowiczowi też?
Na Woodstocku nigdy nie byłem.
Może gdyby Pan na własne oczy zobaczył uczestników festiwalu, to nie napisałby Pan o nich na Twitterze „podludzie”.
Widziałem filmy i zdjęcia – zachowywali się jak robaki, taplali w błocie jak zwierzęta.
Nie mają prawa bawić się tak, jak uważają za stosowne?
A ja mam prawo to oceniać.
To chyba nie po chrześcijańsku mówić, że ktoś jest „podczłowiekiem”.
Dlatego jako chrześcijanie chodzimy do spowiedzi.
A z tego się Pan wyspowiadał?
A to już moja intymna kwestia.
Wpisu Pan nie usunął.
Oj, wiele wpisów wisi, które bym chciał pokasować, ale nie mam czasu.
Można być polskim patriotą i gejem?
Wie pani, to trudne pytanie. Homoseksualizm jest czymś nienaturalnym, co dotyka człowieka na jakimś etapie jego życia.
Homoseksualizm nie jest chorobą, wyborem ani stylem życia.
Według mnie jest schorzeniem. Ale osobiście uważam, że taki człowiek też mógłby zginąć za Polskę.
Ginęli. Oddawali życie za Polskę ludzie różnych wyznań, orientacji…
No dobrze, dobrze, znamy te historie…
Dlaczego Pan się śmieje?
Wszystko można zmanipulować – mówić np., że „Rudy” był homoseksualistą.
A to by było coś złego, gdyby był?
Dla mnie? Tak.
Bo?
Bo to nienaturalne i niezdrowe dla tej osoby i dla społeczeństwa. Ale nie uważam, że należałoby tych ludzi zabijać.
A mniej drastycznie – być członkiem tej samej wspólnoty też nie należy?
To nie tak. Nasz problem z tymi ludźmi nie wynika z tego, że oni mają ten swój problem, ale z tego, że chcą, żebyśmy my ich defekt zaakceptowali i przyjęli jako normę. Na to zgody nigdy nie będzie. Bo to pierwszy krok, za nim idzie cała ideologia tolerancjonizmu, która doprowadziła do tego, co się teraz dzieje na zachód od Polski.
Co to jest tolerancjonizm?
Zachód wybrał zupełną anarchię i ideologię, która go rozbroiła, wmawiając ludziom, że wszystko jest dobre: chcesz być kobietą, chociaż się urodziłeś mężczyzną – nie ma sprawy. Chcesz zabić dziecko – twoje prawo, a aborcja to oznaka wolności kobiety. I że nie zabija się człowieka, że to tylko zlepek tkanek. Więc ja się pytam: co z tego zlepka tkanek będzie potem? Słoń? Zachód zapomniał, że są rzeczy niepodważalne.
Dla mnie to, co niepodważalne, to prawa człowieka, dla Pana – prawa boskie, prawa jednej religii?
Moja wiara zakłada, że człowiek całe życie powinien dążyć do zbawienia, a inni ludzie, inni katolicy, powinni pomagać ludziom obok siebie, nawet niewierzącym, znaleźć drogę do zbawienia.
I chce Pan narzucać swoją wizję tego, co można, a czego nie można, innym?
Jeszcze nie narzucamy.
Jeszcze...
Nie muszę narzucać komuś, żeby miał narodowe poglądy i za największe dobro uważał naród, choć tego bym chciał – pamiętając, że przed narodem tylko Bóg. Ale są sprawy fundamentalne, w których nie możemy pozwolić, by ktoś decydował o sobie wbrew boskiemu prawu i wbrew interesowi narodu. Taką sprawą jest np. aborcja.
Ci, którzy Pańskiego zdania nie podzielają, są wrogami ojczyzny?
Wrogami ojczyzny są ci, którzy prowadzą do jej moralnego zepsucia, do liberalizmu, źle pojętej tolerancji i odejścia od wartości chrześcijańskich, na których została zbudowana. Wszyscy, którzy starają się to negować, którzy starają się doprowadzić do tzw. multikulturalizmu i wymieszania wszystkich ze wszystkimi, zniesienia granic – także moralnych. Wszyscy ci, którzy na pierwszym miejscu nie stawiają interesu Polski i narodu polskiego, ale jakiś wyimaginowany europejski albo swój własny.
Bardzo ogólne słowa.
Mam nazwiskami wymieniać?
Pańscy koledzy często to robią. Spróbuję zgadnąć: np. ci, którzy popierają prawo do decydowania o przerywaniu ciąży? Zwolennicy przyjmowania uchodźców? Osoby, które są LGBT i które działają na rzecz ich praw?
Wszyscy oni działają na rzecz degrengolady moralnej społeczeństwa, a nie na rzecz ochrony praw. Oglądała pani igrzyska olimpijskie, bieg na 800 metrów i te trzy pseudopanie, które paniami raczej nie są…
Ale co to ma wspólnego z prawami osób LGBT w Polsce?
To przykład tego, do czego oni dążą. Do przywilejów, chcą sobie ugrać przywileje. Tak to się zaczyna – mniejszość krzyczy, że jest dyskryminowana, a tak naprawdę chce lepszego traktowania. Od znajomych, którzy wyjechali do Wlk. Brytanii, wiem, że tam np. dotyczy to czarnoskórych. Nie pracują tak ciężko jak my, są leniwi, ale jak pracodawca chce ich zwolnić, to zarzucają mu rasizm.
To, co Pan mówi, to właśnie rasizm: wywyższanie jednej rasy ponad inną na podstawie fałszywych uogólnień. Mniejszości nie chcą być „lepsze”, chcą być równe.
Pani w to wierzy, ja nie.
A rozmawiał Pan z kimś, kto działa np. w organizacji LGBT?
Nie, i jakoś nie chcę.
Może by się Pan dowiedział, że chcą czegoś innego, niż Panu się wydaje.
Wystarczy mi widzieć Paradę Równości i to świństwo, które tam maszeruje. Faceci poprzebierani za kobiety, pomalowani jak jakieś nabzdyczone panie z burdelu; pseudo-katolicy, którzy chcą, żeby ich Kościół zaakceptował; mężczyźni, którzy wymachują sztucznymi penisami, co to ma być? To wbrew naturze. Najpierw akceptacja dla par homo, potem adopcja, a potem usłyszymy to, co w Holandii, by zalegalizować zoofilię, albo w Szwecji – by uczyć dzieci obowiązkowo masturbacji. To chore.
Słucham Pana i myślę: to pomieszanie wszystkiego ze wszystkim. Zasłyszane plotki, niepotwierdzone pogłoski, między którymi istnieje wymyślony związek przyczynowo-skutkowy.
Potwierdzone. Dla nas jest jasne, że to wszystko się łączy, a państwo tego nie widzą, bo wierzą w ich dobre intencje.
Ma Pan w swoim środowisku kogoś o innej orientacji niż heteroseksualna?
Nie.
Nigdy nie chciał Pan skonfrontować swoich wyobrażeń z tym, kim oni są naprawdę?
Wystarczy mi to, co widzę i czytam. Zaczyna się od drobnych rzeczy, a potem granice przyzwoitości się zacierają, i w efekcie rodziny zostają pozbawione wpływu na to, jak wychowują dzieci, bo jakaś ideologia i organizacje, które wcielają ją w życie, uważają, że zrobią to lepiej.
Pańska organizacja też uważa, że ma monopol na prawdę.
Nie można wszystkim na wszystko pozwalać w stylu „róbta co chceta”. Trzeba stawiać granice, żeby mieć w życiu jakieś punkty stałe, wartości, żeby wiedzieć, do czego się odwołać. A odwołać się można tylko do tego, co nas ukształtowało: wiara i historia.
Ma Pan rodzeństwo?
Trójkę.
A jeśli brat powiedziałby, że jest gejem?
Argumenty ad personam są bardzo słabe.
Chciałabym nadać sprawom, o których Pan ma tak mocne poglądy, jakąś twarz.
Na to pytanie nie odpowiem. To intymna sprawa i nie chcę, żeby ktoś w nią ingerował.
Ja nie chcę, żeby Pan ingerował w moje. Pytałam po prostu, co by Pan poczuł.
Nie powiem, że się nad tym nigdy nie zastanawiałem. Ale mam takie szczęście, że zostaliśmy wszyscy dobrze wychowani przez naszych rodziców.
To znaczy, że ktoś, kto jest homoseksualistą, jest nim dlatego, że został źle wychowany?
Tak uważam.
Był Pan na Światowych Dniach Młodzieży. Jak Pan odebrał to, co papież mówił o uchodźcach?
Jesteśmy zawiedzeni. On mówi tylko to, co nakazuje wiara, ale według nas nie do końca bierze pod uwagę zasadę ordo caritatis, czyli porządek miłości, mówiącą o tym, że najpierw trzeba troszczyć się o rodzinę i kraj, a potem o resztę. Poza tym to, co głosi papież, to jego nauka społeczna – pocieszamy się, że nieomylność dotyczy tylko kwestii wiary. W pozostałych, jak każdy człowiek, może się mylić.
Studiuje Pan na UW…
Kończę licencjat.
…Myśli Pan o tym, co organizacja, do której dziedzictwa odwołuje się ta, do której Pan należy, robiła w latach 30.?
Proszę pani, w latach 30. na ulicach jedni strzelali do drugich. Bojówki komunistyczne zresztą…
Pytam też o numerus clausus i getto ławkowe.
Jestem w stanie zrozumieć, że dla Polaków liczna mniejszość żydowska na uniwersytetach to był problem. Że dostawała wiele przywilejów, a zdolni Polacy nie.
Nie dostawała przywilejów – miała zagwarantowaną w konstytucji marcowej równość praw, w tym do studiowania.
Mogli sobie na to pozwolić ze względu na dobre usytuowanie, a Polacy nie.
Według spisu powszechnego z 1931 r. nieliczni Żydzi byli właścicielami majątków ziemskich. Prawie 70 proc. utrzymywało się z drobnego handlu i rzemiosła. Niewielu pracowało w przemyśle, zaledwie 2,6 proc. w administracji. Żydowscy studenci w międzywojniu wywodzili się z różnych warstw społecznych. Mówi Pan, że bicie brało się z tego, że byli na uniwersytetach, bo było ich stać, a polskich studentów nie i odpowiedzią była przemoc? Studenci żydowscy stanowili 20-25 proc. studentów. Czyli mniejszość.
Ta liczba rosła i nie dziwię się, że Polacy się buntowali i chcieli w swoim kraju mieć większy dostęp do szkolnictwa wyższego.
A Żydzi nie byli we własnym kraju?
Ale to dalej byli Żydzi. Mieli obywatelstwo polskie, ale do polskości za bardzo się nie poczuwali.
Skąd Pan to wie?
Dla nich przede wszystkim, zresztą do tej pory tak jest, najważniejszym punktem odniesienia była przynależność do społeczności żydowskiej.
Nie słyszał Pan o asymilacji? O Żydach-patriotach? O tych, którzy służyli w Wojsku Polskim?
To nie zmienia postaci rzeczy, że Polacy chcieli, żeby w ich kraju to jednak rodacy mieli dostęp do tego, co im się należy.
I pałka i pięści były do tego środkiem?
W tamtych czasach tak rozwiązywało się te sprawy. Teraz tak nie jest. Nikt z czystej nienawiści nie chce mordować kogoś – np. Żyda – tylko dlatego, że jest Żydem. Ludzie sobie tak mogą krzyczeć albo pisać w sieci, ale to się nie przełoży na czyny raczej.
Raczej?
Raczej. I tyle.
Nie uspokaja mnie ta deklaracja.
Dopóki te grupy nie stanowią zagrożenia dla Polski, dopóty nie mają się czego bać.
Jaka byłaby Polska, której Pan chce?
Wielka i katolicka. Miałaby się opierać na dobrze zorganizowanym narodzie, gotowym do wspólnego wysiłku na rzecz budowy swojej ojczyzny. Miałaby silną armię i gospodarkę, byłaby silna swoim narodem, dobrze wykształconym, pracowitym, wyszkolonym, by bronić ojczyzny, kiedy jest taka potrzeba, ale też dbać o nią na co dzień, np. płacąc podatki, będąc nieobojętnym na to, że komuś obok dzieje się krzywda. Ta Polska opierałaby się na wartościach chrześcijańskich, poszanowaniu dla życia ludzkiego i rodziny jako podstawowej komórki narodu. Na gotowości do ofiarowania życia za ojczyznę i na zdolności do poświęceń, jeżeli tego akurat będzie wymagała sytuacja.
A co z osobami innego wyznania? Z ateistami?
Nie każemy im zmieniać wiary, możemy nauczać, przekonywać, zachęcać, ewangelizować. Potem po śmierci każdego człowieka Bóg ze wszystkiego rozlicza. Ale taki ktoś musi szanować i przestrzegać naszych zasad.
A co z mniejszościami etnicznymi? Są częścią tej wspólnoty czy nie?
No, nikt Ślązaków np. nie wykluczył, nikt nie wykluczy też społeczności tatarskiej.
A żydowskiej? Wietnamskiej?
Roman Dmowski powiedział, że Polakiem może być ten, kto na pierwszym miejscu stawia interes i dobro narodu polskiego. Jeżeli to jest dla niego punkt odniesienia, to wtedy może określać się Polakiem.
Jak wyglądałby ład międzynarodowy, gdyby każde państwo przyjęło taką filozofię?
Nacjonalizm nie jest szowinizmem. Jest stawianiem na pierwszym miejscu swojego narodu. W stosunkach międzynarodowych to wygląda trochę inaczej. Można tak prowadzić politykę zagraniczną, by o tym pamiętać, ale też prowadzić interesy z innymi.
Mam na myśli co innego: jaki kraj umiał prowadzić politykę, w której na pierwszym miejscu byłby interes narodu, nie wchodząc w konflikty zbrojne z innym państwem o takiej filozofii. Zna Pan takie przypadki?
Myślę, że to da się pogodzić, zawsze powtarzam: trzeba prowadzić dialog i czasem iść na ustępstwa.
Czyli np. oddać Niemcom, gdyby chcieli, Wrocław?
Nie, absolutnie.
Dlaczego, przecież to jest ich interes narodowy, ich ziemia?
Naszym interesem narodowym powinno być odebranie Wilna i Lwowa, Brześcia itd., ale przecież nikt tego teraz nie podniesie. Choć trzeba też pamiętać: granice nie są dane raz na zawsze, tyle lat pokoju nie znaczy, że wojna kiedyś nie wróci.
Młodzież Wszechpolska włączy się w Obronę Terytorialną?
Wielu kolegów już w niej działa, są też w Strzelcu czy innych organizacjach. Wielu służy w wojsku jako żołnierze zawodowi i jako oficerowie. Do MW należą naprawdę różni ludzie, są osoby, które pracują na uczelniach, prawnicy, lekarze, rolnicy. Wszyscy, którym zależy na dobru kraju.
A co to jest patriotyzm?
Odróżniamy patriotyzm od nacjonalizmu. Patriotyzm jest czymś chwilowym, pewnego rodzaju uniesieniem, emocją, która wykwita, kiedy sprzyjają ku temu warunki. Nacjonalizm jest stanem trwałym i przekłada się na rzeczywistą pracę, którą dana osoba wykonuje na rzecz narodu.
Można być polskim patriotą, jeśli ma się skórę inną niż białą?
Przyznam szczerze, że ja nad tą kwestią się nigdy nie zastanawiałem, bo wchodzi tu jeszcze pojęcie rasy. Naród polski jest rasą białą. Ale jeżeli ktoś innego koloru skóry poczuwa się do tego i np. byłby w stanie oddać życie za Polskę, to myślę, że nie moglibyśmy mu odmówić prawa do bycia patriotą.
Tylko przelewając krew udowodniłby swoje poświęcenie? Nie może tego dowieść w warunkach pokoju? Ale dobrze, zostańmy przy krwi. Czy honorowy dawca zasłużyłby swoim poświęceniem?
Jeżeli ktoś innego wyznania lub koloru skóry oddaje krew, to mógłbym przyjąć, gdybym potrzebował. Ale jak on oddaje tę krew, to nikt z nas nie wie, komu ona zostanie podana… no to jest trochę co innego, niż zginąć, zasłaniając kogoś piersią.
Ta jednorodność, o której Pan wcześniej mówił, nigdy tu nie istniała. Historia Polski to historia różnorodności – kultur, języków, religii, grup etnicznych. Ras również.
Nie istniała do końca, ale Polska przez swoje zdrowe podejście zachowała jednolitość, chociaż różni ludzie się tu przewijali.
Nie przewijali się: żyli tutaj. A jednorodność „udała się” z powodu wojny i jej następstw.
Różnorodność przed wojną przysparzała wielu problemów, konflikty były duże, a jednak nie było u nas nocy kryształowej.
Ale były pogromy.
Bez przesady. Nie da się tego porównać do sytuacji w Niemczech. W historii każdego narodu zdarzają się sytuacje, z których nie jest się dumnym, ale powtarzam – takie były czasy i widocznie tak trzeba było.
A jest coś w Polsce po 1989 r., z czego jest Pan dumny?
Na pewno z tego, że w ostatnich latach obudziła się świadomość narodowa, coraz mniej ludzi zapatrzonych jest w Zachód, a zaczyna widzieć wartość tego, co polskie. Ale też dostrzega swoje wady i z nimi walczy.
Jakie są te wady narodowe?
Bezczynność chociażby, brak zaangażowania społecznego, np. to, że ludzie nie poczuwają się do tego, żeby iść głosować.
Ja również uważam, że udział w wyborach jest patriotycznym obowiązkiem. Tylko że dla mnie poza tym to poczucie wspólnoty z tymi, którzy tu żyją, i pamięć o tych, którzy żyli tu w przeszłości. To praca na jej rzecz, materialna i symboliczna. To szacunek dla demokracji, opartej na równości wszystkich obywateli. A Pan powiedział, że podpisałby się pod słowami swojego szefa, że „liberalna demokracja to nowotwór”.
Tak.
To co zamiast liberalnej demokracji?
Narodowa.
To znaczy?
Demokracja, w której rzeczywistym odnośnikiem jest naród i wola narodu, a nie poddawanie się, uginanie kolan przed wszelakimi mniejszościami. Macie żyć tak, jak my żyjemy.
„My” – chcą Państwo decydować o tym, kogo do wspólnoty można zaliczyć. Ja uważam, że „my” to też koleżanka lesbijka, i kolega, który jest Żydem, i Wietnamczyk, i ateista…
I oni wszyscy powinni się dostosować do prawa i zwyczajów, jakie tu funkcjonują.
Myślę, że to musiałoby być dla Pana bardzo trudne, gdyby się Pan zakochał w osobie, która nie pasuje do wzoru.
Nie grozi mi to. Nigdy nie miałem takiej sytuacji. Nigdy nie czułem zauroczenia w stosunku do kogoś o innym kolorze skóry czy wyznaniu. I raczej mnie to nie dotknie.
Jest Pan szczęśliwym człowiekiem?
Tak.
A co sprawia, że może Pan tak o sobie powiedzieć?
To, co robię, jakie wiodę życie, daje mi to poczucie: że służę w życiu tak, jak najlepiej potrafię.
A we mnie, jeśli miałabym uosabiać „tamtą stronę”, co Pana najbardziej wkurza?
Wolność słowa. A raczej to, że uznaliście, że macie na nią wyłączność i możecie decydować, co ludzie mają prawo myśleć i mówić.
Przecież Państwo mówicie swoje. Nam chodzi o granicę – jest nią artykuł 13 konstytucji.
Nie znam jej na pamięć.
„Zakazane jest istnienie partii politycznych i innych organizacji odwołujących się w swoich programach do totalitarnych metod i praktyk działania nazizmu, faszyzmu i komunizmu, a także tych, których program lub działalność zakłada lub dopuszcza nienawiść rasową i narodowościową, stosowanie przemocy w celu zdobycia władzy lub wpływu na politykę państwa albo przewiduje utajnienie struktur lub członkostwa”.
My nie nawołujemy do przemocy, mówiłem pani – tamte hasła to tylko przypomnienie historycznych kontekstów.
Ataki na Romów, obcokrajowców w Białymstoku, palenie kukły Żyda też mają historyczny kontekst?
Jakieś ataki, jeśli się zdarzają…
Sytuacje, o których mówię, miały i mają miejsce.
…jeśli się zdarzają, to marginalnie.
Przemoc to rozwiązanie?
Niektórzy sądzą, że tak.
A Pan?
Czasem jest konieczna – kiedy ludzie czują się zagrożeni, państwo nie zapewnia im bezpieczeństwa, a sytuacja skłania do takich aktów.
Według mnie kreuje ją Państwa retoryka: wskazywanie wrogów ojczyzny, z którymi trzeba walczyć.
Ale gdybyśmy o tym nie mówili, wy mówilibyście: wszyscy są naszymi przyjaciółmi. A nie wszyscy są, nie można stracić czujności. Trzeba mieć bezpiecznik, są nimi organizacje narodowe, które mówią głośno to, czego inni boją się powiedzieć.
Właśnie to mnie w Państwa wizji świata przeraża – wrogość i nieufność, na których się opiera ten ład. Zostanę więc pewnie nadal wrogiem ojczyzny, jak pisali do mnie ludzie, którzy sami siebie nazywają narodowcami.
Dla nas postawy, które pani wyznaje, szkodzą Polsce i Polakom.
Wyklucza mnie Pan w ten sposób ze wspólnoty, której czuję się członkinią.
No dobrze, ale nikt pani przecież nie każe wyjeżdżać.
Mam tylko dostosować się do Waszych reguł?
Do zasad, które uznajemy za słuszne, i które są słuszne.
A na początku rozmowy próbował mnie Pan przekonać, że byłoby tu i dla mnie miejsce.
Wystarczy się dostosować – a będzie. ©
Sauce: https://www.tygodnikpowszechny.pl/macie-zyc-tak-jak-my-zyjemy-35214
submitted by SoleWanderer to Polska [link] [comments]


2016.08.28 10:49 ben13022 Jurij Szuchewycz: Wołyń ludobójstwem? Ile wam Kreml zapłacił? [Wywiad]

W lipcu Polska wypowiedziała Ukrainie wojnę. Wojnę hybrydową. Czego się spodziewaliście? Macie teraz naszą odpowiedź na swój zdradziecki atak. Wojna to wojna. Ale to nie my ją rozpoczęliśmy - usłyszałem w słuchawce telefonu, zanim zdążyłem powiedzieć coś więcej niż "dzień dobry" i zapytać o projekt uchwały ukraińskiego parlamentu o "historii ludobójstwa narodu ukraińskiego dokonywanej systematycznie i konsekwentnie przez państwo polskie".
To nie była nasza pierwsza rozmowa. Jurija Szuchewycza, syna komendanta Ukraińskiej Powstańczej Armii, poznałem dwa lata temu. Spotkaliśmy się kilka razy we Lwowie i przegadaliśmy długie godziny. Ich owocem były wywiady w "Gazecie Wyborczej" i w mojej książce o Ukrainie. Tyle że mówiliśmy wtedy o obaleniu Janukowycza, ukraińskiej rewolucji oraz o samym Szuchewyczu i jego niezwykłym życiu.
Pojechałem też do Lwowa kilka dni po przyjęciu przez polski Sejm uchwały o tym, że "ofiary zbrodni popełnionych w latach 40. przez ukraińskich nacjonalistów do tej pory nie zostały w należyty sposób upamiętnione, a masowe mordy nie zostały nazwane - zgodnie z prawdą historyczną - mianem ludobójstwa".
Wiedziałem, że nie będzie łatwo - do tej pory omijaliśmy temat Wołynia - ale nie spodziewałem się, że aż tak...
Atmosfera od początku była zła. Szuchewycz wyznaczył spotkanie w centrum miasta w modnej, drogiej wiedeńskiej kawiarni. Przyszedł w towarzystwie żony Lesi i poselskiego asystenta.
Zatkało mnie: - Jaka Moskwa? Komu? Za co?
Jurij Szuchewycz jest na Ukrainie, zwłaszcza zachodniej, pomnikiem. Niekwestionowanym tam autorytetem moralnym, kimś w rodzaju świeckiego przywódcy duchowego.
Ma 83 lata i życiorys męczennika. Jako syn zamordowanego w 1950 r. przez NKWD legendarnego komendanta UPA Romana Szuchewycza, sam nie mając nic na sumieniu, został aresztowany przez Sowietów jako 15-letni chłopiec i z krótkimi przerwami przesiedział w łagrach ponad 30 lat. W celi stracił wzrok. Wyszedł w 1989 r., w przededniu odzyskania przez Ukrainę niepodległości.
Po zwycięstwie Majdanu w 2014 r. zdobył mandat deputowanego Wierchownej Rady, gdzie w sprawach dotyczących historii jego głos jest wpływowy, zawsze słuchany z uwagą i szacunkiem.
W lipcu jako jedyny deputowany towarzyszył przewodniczącemu Wierchownej Rady Andriejowi Parubijowi w zakończonych fiaskiem negocjacjach z marszałkiem Sejmu Markiem Kuchcińskim dotyczących wspólnego stanowiska w sprawie rzezi wołyńskiej. A po przyjęciu polskiej uchwały służył radą deputowanemu Ołehowi Musijowi, autorowi projektu "odwetowej" uchwały ukraińskiego parlamentu o polskim ludobójstwie.
Panie Juriju, pan mówi poważnie o pieniądzach z Moskwy?
Po co Putinowi taka uchwała polskiego Sejmu?
Nie potrzeba Putina, by Bandera i jego koncepcje dzieliły Ukraińców. Nie tylko w Polsce nie jest on darzony sympatią. Spotkałem wielu Ukraińców bardzo sceptycznych wobec ideologii banderowskiej.
Nie uważa pan, że to nie jest uczciwe postawienie sprawy, zwłaszcza wobec ukraińskiej młodzieży: albo Bandera, albo Putin. Szantaż moralny: jeśli nie jesteś wyznawcą Bandery, znaczy, żeś nie jest patriotą, gorzej - jesteś separatystą, zdrajcą. Jakby nie można było być liberałem czy socjalistą i jednocześnie patriotą.
To pan był autorem ustawy, która podważanie zasług OUN i UPA dla ukraińskiej niepodległości uważa za przestępstwo. Szacunek można wymóc ustawą i groźbą kary?
Co jest takiego w uchwale polskiego Sejmu dotyczącej Wołynia, że wywołała na Ukrainie tak skrajne emocje, a u pana, jak widzę, wywołuje wręcz gniew?
Czy ktoś tam wspomniał, jakie były przyczyny konfliktu polsko-ukraińskiego na Wołyniu? Czy mówi się tam o brutalnej okupacji ukraińskich ziem etnicznych przez II Rzeczpospolitą, o paleniu naszych cerkwi albo odbieraniu ich nam przez katolików, o policyjnych pacyfikacjach wiosek, wysiedleniach, wypędzeniach, o tym, że samo słowo "Ukrainiec" było zakazane, a Polacy wprowadzili do obiegu upokarzające nas określenie "Rusin"?
Wołyń traktowaliście jak rezerwuar taniej siły roboczej, niewolniczej wręcz. Pogarda polskich kolonistów dla "chama" Ukraińca czy określenie "bydło", którym nazywano ukraiński lud, tkwią w pamięci każdej wołyńskiej czy galicyjskiej rodziny. Wie pan, jakie jest moje pierwsze wspomnienie związane z ojcem? To widzenie w Berezie Kartuskiej - polskim obozie koncentracyjnym dla Ukraińców. Miałem cztery lata, ale pamiętam.
Nie wspomina się też w waszej uchwale o planowym mordowaniu Ukraińców na Chełmszczyźnie, Podlasiu i Zasaniu, które Armia Krajowa rozpoczęła jeszcze w 1941 r. Przez niemal całą okupację w stosunku do ukraińskiej ludności polskie podziemie szło ręka w rękę z sowiecką partyzantką, wszystko, byle tylko przywrócić okupacyjne granice sprzed 1939 r. i oczyścić z Ukraińców ziemie aż po Zbrucz.
A wasza akcja "Burza"? O niej też cisza, a była to ostatnia desperacka próba współpracy z Sowietami, znów w imię utrzymania polskich imperialnych zdobyczy na etnicznych ziemiach Ukraińców.
Rzezi wołyńskiej zaprzeczyć jednak nie można. Nie można zaprzeczyć planowemu mordowaniu cywilnej ludności polskiej, starców, kobiet i dzieci. Jak rozumiem, sprzeciw na Ukrainie budzi określenie "ludobójstwo".
A nie ponoszą tej odpowiedzialności? Co się w takim razie według pana stało w 1943 r. na Wołyniu?
I podczas tej samoobrony wybito 80 tys. ludzi?
Zastanawiam się, czy gdybym był Ukraińcem, to wolałbym, by historia zapamiętała rzeź wołyńską jako spontaniczne powstanie ludowe, gdzie znający się od lat ludzie mordują swoich sąsiadów, czy też raczej jako akcję wywołaną z inspiracji i na rozkaz nacjonalistów. I chyba wołałbym wierzyć, że moi dziadowie zostali zaczadzeni zbrodniczą ideologią i działali na rozkaz, niż że pewnego dnia sami z siebie wzięli siekierę, piłę i poszli do chaty sąsiada wymordować całą jego rodzinę.
To postkolonialna manipulacja. Pomysł zmierzający do ponownej dekapitacji narodu ukraińskiego. Pozbawienia go przywództwa i wartości, tak by znów stał się bezwolną niewolniczą masą, której można będzie narzucić obce wartości i przywództwo. W tym sensie postępujecie wobec Ukrainy dokładnie tak jak Moskwa. Prezentujecie podobne moskiewskiemu postkolonialne i postimperialne myślenie, co pokazał otwarcie wasz Sejm 22 lipca. Sądzi pan, że nie wiem, co Polacy kryją w głębi serca? Sentymenty o Polsce od morza do morza! Ot co! Wilno nasze, Lwów nasz.
Nigdy nie słyszałem w Polsce ani jednego poważnego głosu, czy to polityka, czy to działacza społecznego, który by kwestionował granice ustalone w Europie po 1945 r. W przeciwieństwie do pana, który nieraz mówił, że jeszcze nie wszystkie ukraińskie etniczne ziemie wróciły do macierzy, i wymieniał jako takie rosyjski Kubań i ziemie nad Donem, na zachodzie zaś Podlasie, Chełmszczyznę, Zasanie i Łemkowszczyznę. Już sam termin "ziemie etniczne" jest dziś niedopuszczalny.
Przez lata nie mogliście o tym głośno mówić, czekaliście na moment słabości Ukrainy. Teraz, kiedy my toczymy wojnę z Moskwą, wy jak zwykle wbijacie nam nóż w plecy. Towarzysze mojego ojca z UPA często opowiadali mi, że gdy oni walczyli z Sowietami albo Niemcami, to AK tylko czekała na okazję, żeby zadać im cios od tyłu.
Pan wybaczy, ale skala ukraińskiej kolaboracji z hitlerowcami nie miała precedensu na terenach byłej II RP. Ukraińska policja pomocnicza...
Oni nie pilnowali gett żydowskich ani obozów jenieckich...
Widać to nawet dziś, bo o Katyniu grzecznie milczycie, a za Wołyń domagacie się od Ukraińców nieustających aktów pokajania. Gdy do Lwowa albo do Równego przyjeżdżają na przepustki chłopcy z frontu z Donbasu, to co oni czują, kiedy dowiadują się, że ktoś, kto wydawał się sojusznikiem, mówi o ich bohaterach i ideałach tym samym głosem co rebelianci? Otóż czują, że znów dostali cios w plecy. Wie pan, że w Ługańsku rebelianci urządzili oficjalną uroczystość upamiętniającą "ofiary rzezi wołyńskiej"?
Pana teza o antyukraińskiej współpracy polsko-moskiewskiej jest krzywdząca i nieprawdziwa. Między Polską a Rosją nie było w ostatnich latach gorszych stosunków niż dziś. I jest to spowodowane między innymi, jeśli nie przede wszystkim, polskim wsparciem dla ukraińskich dążeń niepodległościowych.
Zatkało mnie. Mówię po ukraińsku płynnie, ale zdecydowanie lepiej po rosyjsku. W tym dwujęzycznym kraju używam raz jednego, raz drugiego języka. Czasem automatycznie, nawet nie zastanawiając się nad tym, zaczynam po rosyjsku i po kilku zdaniach się przestawiam. Ale nigdy nikt na Ukrainie nie robił najmniejszego problemu z powodu języka, którym się mówi. Także sam Szuchewycz.
Wcześniej spotykałem się z panem Jurijem w cztery oczy. Siadaliśmy w skromnej kawiarence obok jego domu, gdzie Szuchewycz miał swój stolik, albo spacerowaliśmy po Lwowie. Niewidomy starzec, wspierając się na moim ramieniu, wyraźnie zrelaksowany, przerywał "służbowe" wątki naszej rozmowy dygresjami na temat miasta i starymi galicyjskimi anegdotami, wydawało mi się, że zadzierzgnęła się między nami nic szczerej sympatii. Mówiliśmy raz po ukraińsku, raz po rosyjsku. Zdarzały się Szuchewyczowi wstawki po polsku. Cytował z pamięci Słowackiego i Norwida.
Co się nagle popsuło między nami? Przed spotkaniem z Lesią Szuchewycz, urodzoną w Niemczech córką ukraińskiego emigranta, żołnierza UPA, ostrzegali mnie dawni towarzysze pana Jurija. Twierdzili: "To fanatyczka".
A mówili to członkowie założonej przez Szuchewycza w latach 90. partii UNA i jej bojówki UNSO. Ludzie, którzy na ochotnika walczyli w Naddniestrzu, obu wojnach czeczeńskich, Gruzji i wszędzie tam, gdzie można było "bić Moskala". Jeszcze niedawno wydawało się, że na prawo od nich jest już tylko brunatna mgła.
W ciągu dwóch lat wojny w Donbasie Ukraina i Jurij Szuchewycz osobiście dokonali jednak ostrego zwrotu. Na scenie politycznej pojawiły się nowe agresywne ugrupowania i zradykalizowały się istniejące. Dawni koledzy mówią, że to Lesia namówiła Szuchewycza, by porzucił UNA-UNSO i dołączył do Ołeha Laszki, szefa Partii Radykalnej, który narodowo-socjalnym populizmem przelicytował wszystkich.
Zrobiło się naprawdę nieprzyjemnie. Rozmowa przestawała przypominać wywiad, nasz dialog zaczął się zamieniać w konfrontację. Wystarczyła jedna sejmowa uchwała, żeby w jednej chwili zniknęła cała polityczna poprawność i zwyczajne przejawy sympatii czy przynajmniej szacunku i zrozumienia, które towarzyszyły naszym wcześniejszym spotkaniom.
Problem w tym, że to wspólna historia. Czy ma ona wyglądać tak jak w projekcie ukraińskiej uchwały? Znam pana poglądy, jest pan nacjonalistą, ale pochodzi pan z inteligenckiej lwowskiej rodziny. Pradziadek etnograf, badacz huculszczyzny, dziadek sędzia, ojciec i stryj inżynierowie. Pan to widzi wyłącznie w czerni i bieli? Czy historia Ukraińców w II RP to rzeczywiście opowieść o ludobójstwie? A co z ukraińskimi legalnymi partiami politycznymi? Posłami mniejszości z wicemarszałkiem Sejmu II RP Wasylem Mudrym na czele?
Nie wszyscy Ukraińcy widzą stosunki polsko-ukraińskie tak, jak je opisuje uchwała. Podobnie jest z rzezią wołyńską. Temat jest wykorzystywany jako oręż do walki politycznej przez propagandę promoskiewską, ale interesują się nim też zwykli ludzie, którzy chcą poznać niezideologizowaną prawdę historyczną. W Odessie na przykład miejscowa młodzież, koło fascynatów historii, przy wsparciu diaspory żydowskiej zorganizowała wystawę o Wołyniu '43. Urządzili ją w murach rosyjskiego teatru, ale ani z rebeliantami, ani z Putinem nie mają nic wspólnego, wcześniej robili seminarium o obronie Sewastopola, bezwzględnie krytyczne wobec dowództwa Armii Czerwonej.
Od znajomej dziennikarki z Odessy.
A co to ma do rzeczy?
Jakie służby?
PS Tekst jest relacją z trzech rozmów z Jurijem Szuchewyczem z lipca i sierpnia 2016 r. Bezpośredniej we Lwowie i dwóch późniejszych telefonicznych.
*Jurij Szuchewycz - ur. w 1933 r., deputowany do ukraińskiego parlamentu. Sowieci aresztowali go w 1948 r., tuż po 15. urodzinach. W więzieniach i łagrach spędził 31 lat i stracił tam wzrok. Jego ojciec Roman był komendantem UPA współodpowiedzialnym za czystkę etniczną Polaków na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej.
Źródło: http://m.wyborcza.pl/wyborcza/1,132749,20605197,jurij-szuchewycz-wolyn-ludobojstwem-ile-wam-kreml-zaplacil.html
submitted by ben13022 to Polska [link] [comments]


2016.01.21 13:58 SoleWanderer Dziary narodowe. Polska z tatuaży patriotów - Konrad Oprzędek

Orzeł pod majtkami dumnie zadziera główkę, co symbolizuje niezłomność Polaków. Ewelina opowiada o nim tylko koleżankom, bo faceci mogliby się podniecać.
Daniel masuje się po Polsce, którą ma wytatuowaną na ramieniu. Polska trochę boli, bo dwa dni wcześniej kazał postawić ją w płomieniach i dodać żołnierza Armii Krajowej z karabinem. Za tatuaż zapłacił zasiłkiem dla bezrobotnych.
Chłopak wodzi smętnym wzrokiem za ludźmi, którzy biegają po galerii handlowej. Od kiedy stracił robotę w biurze, przychodzi tu codziennie. W domu ciągle czuje na sobie ojcowskie spojrzenie, które robi z niego nieudacznika i darmozjada, dlatego o dziewiątej wychodzi na miasto. Dwie-trzy godziny meandruje po ulicach Krakowa, a koło południa przysiada w galerii, żeby się ogrzać. Potem wraca do domu i rozsyła CV.
Chłopak przerywa, bo właśnie zauważył piękną brunetkę w tweedowym płaszczu i czarnych spodniach ze skóry.
Daniel od dziecka wiedział, że z ludźmi, którzy mają dość czasu i pieniędzy, by się stroić, lepiej nie krzyżować spojrzeń, bo skończy się to dla niego upokorzeniem. Wychował się w domu szewca i sprzątaczki, którzy powtarzali, że kto przyszedł na świat w dziurawych portkach, w takich umrze. Zmienili zdanie dopiero, gdy zobaczyli, że nawet ludzie skromniej żyjący od nich posyłają dzieci na studia. Nabrali nadziei, że wykształcenie wyrwie Daniela z zaklętego kręgu dziurawych portek, w którym ich rodzina tkwiła od pokoleń. Chłopak został magistrem marketingu. Nie znalazł pracy w zawodzie, więc trafił do biura firmy meblarskiej. Szef dał mu najniższą krajową, ale zapewnił, że lepsze życie zacznie się Danielowi, gdy kryzys minie. Tylko że zamiast tego firma splajtowała, a chłopak wylądował na bezrobociu. Jak wielu jego znajomych z uczelni.
Daniel znów zaczyna masować się po Polsce i wzdycha: - Kiedyś wystarczyło chwycić za karabin, żeby znaleźć się w elicie narodu. Teraz trzeba się w niej urodzić.
Młoda Polska prawicowa
Emigracja do dawnej Polski
Gdy Dominik Rozwał ma gorszy dzień, podwija rękaw bluzy i przygląda się małemu powstańcowi, którego wytatuował na przedramieniu. Dzieciak ma nie więcej niż 13 lat, a już dźwiga karabin. Co takie małolaty miały w głowach - zastanawia się 39-latek - że nie wymiękły podczas powstania warszawskiego.
Tatuaż zrobił sześć lat temu, gdy rzucił robotę w fabryce części samochodowych. Przepracował tam ponad pięć lat - na śmieciówkach. - Do tego szef tak dociskał psychicznie, że zrobił ze mnie kłębek nerwów - wspomina Rozwał. - W nocy nie spałem, miałem stany lękowe i drgawki. Skończyło się na psychotropach.
Dominik nie chciał wyjechać do Anglii, jak zrobiło wielu jego znajomych. Wolał emigrować do dawnej Polski. Na ławce w parku, gdy syn zasnął w wózku, otwierał książkę o drugiej wojnie. Przypominał sobie też o wujku, który walczył u Andersa, i o siostrze babci, która przez całą wojnę ukrywała w komórce młodą Żydówkę.
Teraz Dominik jest kontrolerem produkcji w fabryce hamulców, ma umowę o pracę i co miesiąc dostaje 2700 zł na rękę. Pensje jego i żony wystarczają, żeby utrzymać trzyosobową rodzinę. Tylko że gdy porównuje swoją pracę i tę, którą dawniej wykonywali Polacy, wychodzi mu, że jest na minusie. Bo w Peerelu, zdaniem Rozwała, robota nie zabierała ludziom całego czasu, po fajrancie mogli być mężami, żonami i rodzicami. A Dominik widuje żonę tylko w weekendy i święta. W dni powszednie wychodzi do fabryki, gdy Kasia jeszcze śpi, a wraca, kiedy jej już nie ma. Wieczorem też nie rozmawiają, bo zanim ona przyjdzie z pracy, on zasypia.
Tatuaż na przedramieniu przypomina mu o wielkości, której wokół siebie nie widzi. - Ten powstaniec, choć mały łebek, był wielki, bo pokazał charakter: poszedł na wojnę i narażał siebie dla innych - mówi. - Dzisiaj ciężko być wielkim. Nawet nie wiem, co musiałbym zrobić, żeby takim się poczuć. Mogę tylko harować, żeby opłacić rachunki, ale wtedy jestem szaraczkiem. Już pogodziłem się z tym, że o wielkości muszę zapomnieć. Ale inni nie zapomną. Widzę to po kilku kumplach z tatuażami patriotycznymi i po tysiącach ludzi, którzy co roku 11 listopada maszerują przez Warszawę.
Wyklęci i niesprowokowani. Uliczna lekcja patriotyzmu
Czas patriotów
Wychodzi do drugiego pokoju, żeby się przebrać, a jego żona mnie uspokaja: - Szymon to potulny misio, tylko łatwo się denerwuje.
Potulny misio ma 186 cm wzrostu i 91 kg wagi. Jego ciało jest tak wielkie, że mieści się na nim prawie cała historia męczeństwa narodu polskiego. Na ręce wytatuował sobie napis "1940 Katyń - 2010 Smoleńsk", na plecach - daty powstania listopadowego, styczniowego i warszawskiego, a na piersi - kotwicę Polski Walczącej.
Szymon prowadzi mnie na cmentarz Rakowicki w Krakowie, gdzie w długich rzędach białych grobów leżą legioniści. Często to jedyne miejsce, jakie przychodzi mu do głowy, gdy Paulina każe wziąć dzieciaki na spacer.
Jeśli macie dość nazioli plugawiących swoim hołdem pamięć pomordowanych dzieci z Woli, sybiraków i "leśnych" z AK, zawalczcie o serca i dusze
Szymon zna je od dzieciństwa. Jeszcze zanim usłyszał o nich w szkole, wkuwał je na polecenie ojca. Bo Henryk był synem żołnierza kampanii wrześniowej i nie wyobrażał sobie, że można być Polakiem, nie znając dat zrywów wolnościowych swoich przodków. Dlatego podsuwał Szymonowi czytanki o Traugucie, Chłopickim, Borze-Komorowskim, a potem z nich odpytywał. Karą za nieprawidłowe odpowiedzi był szlaban na grę w piłkę.
Historię męczeństwa Polaków Szymon wytatuował sobie po katastrofie w Smoleńsku. Wierzy w teorię o zamachu. Zaczął zakładać koszulki na ramiączkach, bo polubił sytuacje, gdy na widok jego dziar ludzie w autobusach poważnieją, jakby się go bali. Dzięki temu czuje się silny. Ale tylko na wiosnę i w lecie, bo gdy robi się zimno, musi zakryć tatuaże ubraniami.
Szymon jest dumny, że ma dwoje dzieci, żonę patriotkę i tatuaże. Ale jego zdaniem to za mało, żeby umrzeć jako dumny Polak. Marzy o własnym serwisie samochodowym, wybudowaniu domu i skrzyknięciu znajomych patriotów, którzy spotykaliby się co tydzień i gadali o Polsce. Chce, żeby jego dzieci widziały, jak coś tworzy.
W razie "W" - przeżyję. Preppersi przygotowani na każdą apokalipsę
W kolejkach
Marcin ma astmę, więc co kilka tygodni musi stanąć w kolejce do lekarza. Ale żeby mieć prawo do niej wejść, wcześniej musiał zająć miejsce w innym ogonku - do rejestracji na bezrobociu. Bo pracuje na czarno w sklepie internetowym i nie ma ubezpieczenia zdrowotnego. Urząd pracy o tym nie wie, dlatego co jakiś czas wzywa Marcina, żeby stawił się w kolejce - po skierowanie na rozmowę kwalifikacyjną do jakiejś firmy. Chłopak bierze świstek i idzie do pracodawcy, gdzie czeka już rządek bezrobotnych - po zaświadczenie o braku kwalifikacji. Gdy Gorączko je dostanie, musi jeszcze wrócić do kolejki w pośredniaku - do gabinetu urzędniczki, która odbierze od niego świstek.
W różnych kolejkach czeka już sześć lat, czyli całą dorosłość. Gdy tak opiera się o ściany gabinetów, urzędów i sekretariatów, myśli o powstańcu, który wykrwawia mu się na plecach.
Ziemowit Szczerek: Lemingi zapewnią światu pokój
Polska zaczęła wkurzać Marcina po katastrofie smoleńskiej. Nie myślał, że to zamach, raczej przesilenie, do którego musiało doprowadzić dziadowskie państwo. Wcześniej słuchał o nim setki razy, gdy media donosiły o firmach, które upadały przez błędy urzędników skarbowych. O świeżo zbudowanych drogach, które kończyły się w szczerym polu. O przedsiębiorstwach, które były prywatyzowane za grosze, bo wszyscy zgodnie twierdzili, że w rękach państwa i tak by splajtowały. Słyszał, ale nie przejmował się dziadowską Polską. Aż do 10 kwietnia 2010 roku. Wtedy odkrył prawicowy internet. Felietony o potrzebie przeorania państwa i zbudowania go na nowo mieszały się tam z esejami o Piłsudskim, powstaniu warszawskim i żołnierzach wyklętych. Utknął w tych tekstach na długie lata i nadrabiał zaległości. Ze szkoły, bo jako uczeń jeszcze nie miał głowy do historii. I z domu: - Mój tata jest hydraulikiem, mama kucharką, a prości ludzie w starszym pokoleniu nic o historii nie wiedzą i nie mogą zaszczepić dzieciom patriotyzmu.
Gdy zrobił tatuaż, miał opory, żeby pójść na basen, ściągnąć koszulkę i pokazać krwawiącego powstańca. Bał się, że ludzie będą patrzeć na niego jak na oszołoma. Teraz już się nie boi. - Bo naród się obudził, patriotów jest coraz więcej - mówi. - Od ostatnich wyborów czuję się w Polsce całkiem nieźle. Nie chcę zapeszać, ale teraz nawet nie wzywają mnie do urzędu pracy, żebym odstał swoje w kolejkach. Może wreszcie Polska zmusi takich szefów jak mój do płacenia pracownikom ubezpieczenia. I pozwoli nam żyć.
Laski chcą dotknąć dziary
Z okna widzi dwóch "zielonych ludzików". Omiatając ulicę spojrzeniem, upewniają się, że jest bezpiecznie. Potem przechodzą pod mur kamienicy spod piątki. Przewieszają kałachy przez ramię, ściągają hełmy i kominiarki, żeby zapalić szlugi. Wojtek szybko wyciąga z szafy pistolet maszynowy Sten, kultową broń powstańców warszawskich, otwiera okno i oddaje do ludzików serię strzałów. Trafia, ale czuje niedosyt. Bierze z kuchni nóż, wybiega na ulicę, żeby poderżnąć trupom gardła.
Ten krwawy sen to ślad, jaki w głowie Wojtka Szlachetki zostawili Rosjanie, zajmując Krym. Pomyślał wtedy, że "zielone ludziki" nie poprzestaną na Ukrainie, pójdą dalej - na Litwę, Łotwę, Estonię, a w końcu dotrą do Polski. Zaczął więc czytać o walkach, które polscy partyzanci toczyli z okupantami. Zapisał się na kurs strzelecki i wytatuował na łydce kotwicę Polski Walczącej.
Już od maleńkości w Polsce przesiąkamy skrajnie nieprawdziwym obrazem wojny - romantycznej, młodzieńczej przygody
Wojtek ma żal do swoich dziadków, bo nie chcieli mu opowiadać o wojnie. Podejrzewa, że zamiast wykorzystać szansę na bohaterstwo, jaką daje okupacja, orali pole, karmili kury i doili krowy. Na swoje podobieństwo ulepili jego rodziców, którzy zamiast sprzeciwiać się komunie, pokornie podbijali kartę - ojciec w stolarni, a matka w zakładzie fryzjerskim. Dla Wojtka umieranie za ojczyznę jest ważniejsze niż życie. Twierdzi, że gdyby dostał szansę na przelewanie krwi za Polskę, umiałby ją wykorzystać. Ani chwili nie wahałby się z rzuceniem posady agenta nieruchomości.
Pensja starcza mu na wynajem kawalerki w Krakowie, koszule z modnych sieciówek, steki z najlepszej wołowiny, wakacje w Hiszpanii i balowanie w weekendy na mieście. Uważa, że żyje w dostatku, ale nie czuje, że coś od niego w świecie zależy ani że coś po nim zostanie. Gdy się zastanawia, jak naznaczyć sobą świat, do głowy przychodzi mu scena ze snu, w którym patroszy "zielone ludziki".
Od kiedy Wojtek jest prawdziwym mężczyzną, o wiele rzadziej ściele łóżko.
1600 brutto i potęga PiS-owskiej propagandy
Tam, gdzie każdy Polak się zaczyna
Orzełka Eweliny nikt z obcych nie zobaczy, bo schowała go pod majtkami. - Miałam wątpliwości, czy jeśli wytatuuję go koło pachwiny, nie sprofanuję godła Polski, ale potem pomyślałam, że to miejsce u kobiety jest jakoś święte, bo każdy Polak tam się zaczyna - uśmiecha się 21-letnia studentka. - Chciałam, żeby orzełek był tylko dla oczu mojego chłopaka. Maciek poczuł się tym wyróżniony, ale i tak później odszedł do innej.
Orzeł pod majtkami dumnie zadziera główkę, co symbolizuje niezłomność Polaków. Ewelina opowiada o nim tylko koleżankom, bo faceci mogliby się podniecać. Twierdzi, że dzisiaj mężczyznom wzrasta poziom testosteronu, dlatego trudno jej znaleźć chłopaka, który już na pierwszej randce nie proponowałby "wjazdu na chatę". A najbardziej niecierpliwi są faceci z tatuażami patriotycznymi.
Ewelina wyciąga z szafki zdjęcie, na którym dziadek Jan wtula się w babcię Jadwigę. Już wtedy cierpiał na demencję. Zapominał, jak to było, gdy walczył w AK i gdy siedział u komunistów w więzieniu. Pewnie zdrowo dostał w skórę, domyśla się Ewelina, widział krwawe sceny, ale na starość prawie o wszystkim zapominał. Została mu tylko miłość.
Ewelina szuka stowarzyszenia, do którego mogłaby się zapisać i działać na rzecz zniesienia umów śmieciowych. Wyobraża to sobie tak: ktoś stworzy projekt ustawy, inny skonsultuje z ekspertami, ona i jej podobni będą zbierać podpisy na ulicach i w internecie, a potem wyślą to politykom.
submitted by SoleWanderer to Polska [link] [comments]


PROFESJONALNY PORADNIK - JAK ZERWAĆ Z DZIEWCZYNĄ? (CZYTAJ OPIS!) 10 angielskich zwrotów w KŁÓTNI Kazan - Na Bakier (prod. Mijala) [Audio] ZONY O SWOJEJ POWAŻNEJ CHOROBIE Z DZIECIŃSTWA *szok* & ( SHOTY FORTNITE ) OTP DRAVEN - ZŁY DZIEŃ = POWAŻNY STRIMEK + TOXIC Swatka Jasmine  Sims 4 Bananowie #37 Warsaw Shore  Poważna rozmowa Stiflera i Ptysia

Sen o uciekaniu przed kimś sennik - poznaj znaczenie snu

  1. PROFESJONALNY PORADNIK - JAK ZERWAĆ Z DZIEWCZYNĄ? (CZYTAJ OPIS!)
  2. 10 angielskich zwrotów w KŁÓTNI
  3. Kazan - Na Bakier (prod. Mijala) [Audio]
  4. ZONY O SWOJEJ POWAŻNEJ CHOROBIE Z DZIECIŃSTWA *szok* & ( SHOTY FORTNITE )
  5. OTP DRAVEN - ZŁY DZIEŃ = POWAŻNY STRIMEK + TOXIC
  6. Swatka Jasmine Sims 4 Bananowie #37
  7. Warsaw Shore Poważna rozmowa Stiflera i Ptysia

filmik jest zrobiony specjalnie telefonem i ze slaba jakoscia i zostaŁ zrobiony wyŁĄcznie w celach humorystycznych i nie naleŻy braĆ go na powaŻnie!!! muzyka... Potrójna premia w związkach przydaje się Uli, żeby w końcu być z kimś na poważnie. Trzeba też coś zrobić z duchami, które psują mi grę. No i małe dzieci opanowują świat jak zwykle ... Hejka! we przeczytaj opis no 😜 o tam na dole ⬇️ MUZYKA: 🎶 OUTRO: https://youtu.be/ZevEW7zwslA 🎶 W TLE: https://youtu.be/iVfsFn45Kng WSPÓŁPRACA ... This video is unavailable. Watch Queue Queue. Watch Queue Queue Queue Frazy angielskie przydatne w kłótni, odpowiedzi na atak słowny. Jeśli się z kimś kłócisz, warto znać te angielskie frazy. We've had an argument Wait, what do you mean? That was a bit rude ... - 1Q 2W 3E i spam W jak się z kimś bijesz (inaczej max W nie ma sensu) ... Czemu taka słaba dywizja (platyna II)? - Nie biorę tej gry na poważnie, gdyby nie YT to bym nawet w nią nie grał XD Obserwując Stiflera, Ptyś postanowił z nim poważnie porozmawiać.. Łapcie fragment nowego odcinka. Całość w niedzielę o 23:00 _____ Koniecznie subskrybuj kanał MTV Polska, jeśli jeszcze ...